Rozdział XXXI
Będąc w środku mój wzrok przykuły dwie postacie stojące obok siebie. To był Marcin z jakąś dziewczyną. Widać było, że nie zwracali uwagi na innych. On bawił się kosmykiem jej włosów. A ona ? Ona patrzyła się prosto w jego czekoladowe oczy.
- Emi chodźmy - szepnął Młody obejmując mnie w pasie.
Wtedy ruszyliśmy przed siebie.Pod salą spotkałam Maje, która rozmawiała właśnie przed telefon. Nie chciałam jej przeszkadzać więc usiadłam pod ścianą obok Mateusza. Po chwili na korytarzu rozległ się dźwięk dzwonka, który informował o rozpoczynającej się właśnie lekcji. Po drzwiami momentalnie znalazła się cała klasa, lecz nigdzie nie mogłam zauważyć Dawida.
- Pewnie znowu pije pod blokiem - pomyślałam siadając w ławce, lecz moje rozmyślania rozwiała nauczycielka.
- Jak widzicie Moi Drodzy dzisiaj nie jesteśmy w komplecie...
- Taa...nie ma Marcina chodź całował się z jakąś laską na korytarzu i nie ma...- wtrącił się Konrad.
- Dawida, który został pobity i leży w szpitalu- przerwała mu nauczycielka.
Po tych słowach cała klasa zamilkła, a ja chwyciłam za swoje rzeczy i wybiegłam. Dobrze wiedziałam dokąd mam biec i wbrew pozorom nie był to szpital .Zatrzymałam się przy blokach, rozglądając się za brunetem. Po pewnym dostrzegłam go w oddali - siedział na ławce zaciągając się szlugiem.
- Co mu zrobiłeś ? - zapytałam podchodząc bliżej.
- Komu ?
- Dobrze wiesz o kogo mi chodzi - odparłam.
- Chciał się bić, więc oberwał. - powiedział łapiąc mnie za nadgarstek, a po chwili dodał :
- Jest już nikim.
- Tak jak ty braciszku - wyszeptałam wyrywając się z uścisku. Wtedy w jego oczach dostrzegłam złość. Podniósł rękę chcąc mnie uderzyć.
- No śmiało zrób to ! Uderz ! - krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po całym osiedlu. W oknach w jednej chwili pojawiło się mnóstwo ciekawskich osób, próbujących dostrzec jakąś sensacje.
- Jeszcze Cię dorwę - szepnął mi do ucha, a następnie odszedł.
Popatrzyłam jeszcze chwilę za sylwetką chłopaka, która zanikała gdzieś pomiędzy blokami i sama ruszyłam w swoją stronę. Stronę szpitala. Będąc w środku natknęłam się na Adriana.
- Ty pewnie do Dawida ?- zapytał lekko unosząc kąciki ust.
- Tak. Co z nim ? - odparłam.
- Jest w śpiączce. Ktoś go nie źle załatwił, a teraz idź już do niego . Sala sto jedenaście - powiedział.
- Dzięki. - szepnęłam, a następnie ruszyłam ku strasznie długiemu korytarzowi.
- Sala pięć...dwadzieścia...osiemdziesiąt trzy....sto.- po cichu mówiłam do siebie zerkając na każde drzwi które mijałam
- No i sto jedenaście. Nareszcie - odetchnęłam z ulgą gdy stanęłam przed właściwymidrzwiami.
tak więc no obiecałam, że dodam jeszcze w tym tygodniu i jest <3
mam nadzieje, że Wam sie spodoba.
jeśli jest taka możliwość to kliknijcie podoba mi się. ; )
pozdrawiam :
jesteś moją definicja szczęścia.