Rozdział XXXII
Stojąc przed drzwiami ogarnął mnie strach. Nie wiedziałam czy naprawdę tego chce, lecz mimo wszystko postanowiłam wejść. Przycisnęłam lekko klamkę, popchałam drzwi, a to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Do oczu momentalnie napłynęły mi łzy. Podeszłam bliżej....Dawid był w strasznym stanie. Przez bandaże przebijała się krew, a w mojej głowie było tylko jedno pytanie :
- Dlaczego...?
Zadając je uklękłam przy łóżku nieprzytomnego chłopaka i zaczęłam się modlić. Nie wiedziałam dlaczego to robię. Być może w tym momencie to on był jedynym ratunkiem ?
" Pamiętasz ?Pamiętasz jak Marcin leżał w szpitalu i mi pomogłeś ? Modlitwa mi pomogła. I wiem, że zwracam się do Ciebie tylko gdy czegoś potrzebuje, ale ty jesteś moim ostatnim wyjściem. Widzisz w jakim jest on stanie. Tylko ta aparatura trzyma go przy życiu, tylko... " - szeptałam spoglądając przez uchylone okno.
Po chwili drzwi do sali otworzyły się, a w nich ujrzałam rodziców Dawida
- Proszę powiedz nam kto to zrobił. - odezwała się Pani Małgorzata (mama chłopaka)
- Ja...ja nie wiem - odparłam wstając na nogi.
- To przez Ciebie. Wynoś się ! - zaczął krzyczeć na mnie zapłakany ojciec.
- Jak to prze ze mnie ? - zapytałam spuszczając głowę.
- Zostawiłaś go, a teraz jeszcze to. Wyjdź !- ponownie krzyknął.
Po tych słowach pożegnałam się z Dawidem - całując go w policzek, a następnie minęłam stojącą parę i wyszłam. Nie przypuszczałam, że to właśnie mnie będą obwiniać za pobicie szatyna, lecz nie mogłam powiedzieć im prawdy. Marcin przez te ostatnie lata dostał już jeden wyrok w zawieszeniu, więc wolałam nie ryzykować. Idąc przez korytarz szpitalny mijałam wielu ludzi. Tak naprawdę dopiero tam dostrzegłam jak dużą ilość społeczeństwa dotyka choroba czy pech. Innymi słowy po prostu nieszczęście.
- Dziecko...- usłyszałam cichy szept staruszki, która stanęła na przeciwko mnie zagradzając mi drogę.
- Daj rękę. - powiedziała wyciągając ku mojej osobie własną dłoń.
Zgodziłam się, a wtedy starsza pani zaczęła mi wróżyć. :
- Widzę tu...- zawiesiła głos po czym zaczęła kontynuować :
- Wysokiego bruneta, który zamieszał w Twoim życiu i...mnóstwo problemów.
- Wie pani ja się już do tego przyzwyczaiłam. - poinformowałam ją, próbując wymsknąć się z uścisku.
- Będzie trudno, lecz podołasz temu zadaniu tylko...odrób lekcje. - powiedziała poklepując moją dłoń, a następnie ruszyła przed siebie zostawiając mnie samą.
- Dziwne. - pomyślałam idąc ku frontowym drzwiom.
no i macie kolejny rozdział.
no i mamy nowy rok szkolny o bosz...
czyli nowa szkoła, nowi ludzie itd.
oczywiście postaram się pisać tu regularnie,
lecz niczego nie obiecuje.
mam nadzieje, że nowy rozdział się spodobał
jeśli jest taka możliwość kliknijcie 'podoba mi się'
Świetne ;)
OdpowiedzUsuńStrasznie mi się podoba ;]
Monika