czwartek, 26 maja 2011

I Rozdział

I rozdział :

 Emi wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły! – Obudził mnie głos babci dochodzący z salonu na dole. Już wstaję. – Odparłam po czym nie chętnie poszłam do łazienki. Nagle zadzwonił dzwonek to drzwi. – Babciu otwórz to za pewne Marcin. – Krzyknęłam mając usta pełne pasty do zębów.  – A ty znowu poplułaś lustro no wiesz co? – Zaśmiał się wchodząc do łazienki – Taaa... jak ja kocham te twoje przywitania. – Powiedziałam po czym przytuliłam go.  – To co zbieramy się do szkoły mała? – Już moment tylko ogarnę włosy i włożę coś na siebie chyba nie? – Haha ok. To ja w takim razie czekam na dole. Po pięciu minutach byłam już gotowa. Ubrana w moją ulubioną bluzę, krótkie spodenki i japonki. Po zjedzeniu kanapek, które przygotowała mi babcia ruszyliśmy w kierunku szkoły. Upał był przerażający jedyne co mnie pocieszało to,  że dzisiaj piątek a potem dwa dni wolnego. Tylko ja  plus plaża no i ewentualnie Marcin :P. Z moich jakże cudownych przemyśleń wyrwał mnie właśnie jego głos. – Mała możemy pogadać? - No pewnie. – Odparłam po czym czekałam na jak najszybszą odpowiedź. Widziałam, że coś jest nie tak. – No bo… . - Ej no gadasz czy nie? – Bo spóźnimy się do szkoły pośpiesz się. – Marcin. – Złapałam go za rękę po czym dodałam. – Jak będziesz chciał to mi powiesz ja poczekam. – Dzięki. – Odparł po czym przytulił mnie do siebie z całych sił. – A teraz chodź już bo na serio się spóźnimy do szkoły. – No idę, już. Nawet się nie spostrzegłam jak już byliśmy pod szkołą. Przyszliśmy równo z dzwonkiem. Zresztą jak zawsze. Pierwszy był Polski w sumie jakoś zleciało podobnie jak pięć pozostałych lekcji. Ze szkoły wyszłam około 14.30. Z racji iż nie dokończyliśmy naszej rozmowy Marcin zaproponował plaże plus lody. W sumie zgodziłam się, bo czemu nie? Poszłam do domu się przebrać i o 15.15 byłam już na plaży. Czekał tam gdzie zawsze trzymając w ręce dwa truskawkowe lody. - Mój ulubiony dziękuję. – Podeszłam z uśmiecham na twarzy. – No wiesz dla księżniczki zawsze to co najlepsze. – Zaśmiał się po czym zrobił smutną minę . – No dobra, a teraz gadaj co się stało.  – Mam raka. – To były najgorsze słowa jakie padły z jego ust. Nagle wszystko runęło podobnie jak dziesięć lat temu kiedy rodzice wyjechali na stałe do Anglii. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. W jego oczach było widać łzy nagle jedna za drugą zaczęły spadać wsiąkając się w piasek. Przytuliłam go nie byłam w stanie zrobić nic innego. Siedzieliśmy tak chyba przez dwadzieścia minut w kompletniej ciszy. Przerwał ją dźwięk mojego telefonu to był ojciec nie miałam teraz ochoty z nim rozmawiać odrzuciłam połączenie. Po paru minutach przyszedł sms o treści „ Córeczko za pewne masz jeszcze lekcje dlatego nie odbierasz. Właśnie dokonałem przelewu na twoje konto. "  Taa nie ma to jak ci „Kochani Rodzice" . – pomyślałam po czym w końcu wydusiłam z siebie pierwsze słowa w kierunku Marcina – Będzie dobrze zobaczysz mamy siebie. Przecież z tym się da żyć, można podjąć się operacji. – Emi obiecaj mi, że zawsze będziesz przy mnie. – Co ty wygadujesz to jest wiadome. Kocham Cię jak brata, nie mogła bym Ci tego zrobić, nie mogła bym Cię zostawić.

1 komentarz:

  1. Szkoda... wydaje się być fajnym chłopakiem, ja chcę go w dalszych częściach ! ; ***

    OdpowiedzUsuń