poniedziałek, 21 listopada 2011

Rozdział XXXVI

Rozdział XXXVI

Idąc w kierunku autobusu rozmyślałam o blondynie. Zastanawiał mnie fakt, że to akurat na mnie zwrócił swoją uwagę po wejściu do klasy, zastanawiał mnie fakt, że pomógł mi gdy Młody rzucił się na mnie z pięściami.
- Czyżby kolejna miłość ? A może kolejny frajer czekający na to by kogoś zranić ? - po głowie chodziło mi pełno myśli.
Wtedy poczułam na sobie czyjś wzrok.
- Czego ? - zapytałam odwracając się w stronę kumpeli, która najwyraźniej biegała za mną całą drogę, gdyż była bardzo zmachana.
- Emilia chodź szybko, chodź - krzyknęła po czym złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w kierunku szkoły.
- Ale..ej , a autobus ? - powiedziałam lekko zdezorientowana.
- Kuba, Młody no chodź...! - ponownie podniosła na mnie głos, ale tym razem wiedziałam, że Majka nie żartuje.
Biegnąc w stronę chłopaków wywaliłabym się chyba z trzy razy, jak nie więcej.
- Pieprzona zima. - skomentowałam w myślach, a następnie przyspieszyłam...
Po jakiś dwóch minutach byłyśmy już na miejscu. Przed szkołą panował straszny chaos, gdyż wszyscy zaczęli się właśnie rozchodzić.
- Majka tam. - szepnęłam do koleżanki, gdy tylko zobaczyłam blondyna leżącego na ziemi, a następnie obie podeszłyśmy do chłopaka klękając przy nim
- Żyjesz? - zapytałam.
- Nie...zrób mi usta, usta - odpowiedział udając martwego, przy czym zrobił " dzióbka "
- Chyba śnisz - skomentowałam wstając na proste nogi.
- Oj tam, oj tam. - powiedział, a następnie zrobił to samo
Dopiero gdy chłopak wstał zauważyłam, że ma podbite oko.
- Ej co się tak gapisz, aż tak źle ? - zapytał robiąc tą swoją minę " przede mną nic nie ukryjesz "
- Jesteś cały mokry, nie możesz się tak pokazać w domu...Pójdziesz do mnie. - zmieniłam temat, a Majka stanęła jak wryta.
- A jak mnie zgwałcisz ? - zaśmiał się podnosząc plecak z ziemi.
- Nie przejmuj się nie będzie tak źle. - odpowiedziałam spoglądając na Kubę, a następnie na kumpele.
- To ja żegnam was zboczeńce - odezwała sie Majka po czym odwróciła się i ruszyła w stronę szkoły.
Następnie oboje spojrzeliśmy na siebie znacząco i ruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego. Gdy autobus stanął przed moimi oczami i otworzyły się drzwi weszłam do środka, a zaraz za mną blondyn. 
- Może tutaj ? - zapytał wskazując na wolne miejsce na przodzie.
- Mhm - przytaknęłam siadając koło okna, a chwile potem poczułam jak chłopak rozpycha się na siedzeniu obok.
Jadąc autobusie prawie w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy, tylko od czasu do czasu spoglądałam na niego ukradkiem , dostrzegając ten szeroki uśmiech i oczy, które w tym momencie były przepełnione szczęściem. 
- Zimno Ci ? - zapytał gdy wyszliśmy już z autobusu.
- Z lekka, ale to niedaleko dam radę. - odpowiedziałam chowając ręce w kieszeniach od kurtki.
Wtedy spojrzałam na chłopaka zadając sobie jedno pytanie. 
- Co ten głupek znowu robi ?
- Masz - powiedział ściągając ze siebie kurtkę i okrywając mnie nią. 
- Zgłupiałeś przeziębisz się...
- Powiedziałaś, że to niedaleko - wtrącił ruszając na przód.
- Głupek - szepnęłam pod nosem. 
- Ej słyszałem - skomentował, a ja wtuliłam się z jego zimne ciało.
Kiedy byliśmy przed klatką nasze ciała rozdzieliły się, gdyż było nam trudno przejść przez frontowe drzwi.Następnie weszliśmy na schody i pokierowaliśmy się na piętro na którym znajdowało się moje mieszkanie.
- Otworzysz ? - zapytałam chłopaka podając mu klucze od mieszkania. 
- Nie boisz się, że z nimi ucieknę ? - zaśmiał się odbierając ode mnie klucze, a następnie wkładając do zamka.
- Daleko nie uciekniesz. Mam twoją kurtkę 
Wtedy zza naszych pleców rozległ się dźwięk otwierających drzwi od mieszkania Młodego w których stanął Marcin. Po jego minie można było wywnioskować, że nie jest w dobrym humorze...


tak więc no...kolejny rozdział za mną.
w sumie jestem ciekawa co wpadnie mi do tego łba.
mam wiele pomysłów na kolejny rozdział no ale. 
który wybrać ? 
eh...no nic zobaczymy : D
trzymajcie się cieplusio w te mroźne wieczory 
pozdrawiam : 
jesteśmojądefinicjąszcześcia


czwartek, 17 listopada 2011

Rozdział XXXV.

Rozdział XXXV

Trzy miesiące później...
Drogi pamiętniku minęły trzy miesiące od tego cholernego zdarzenia, i mimo iż minęło tak wiele czasu do tej pory nie umiem zapomnieć o tak ważniej osobie jaką był Dawid. Zmieniłam się jak to uważa Marcin, który cały czas wspiera mnie swoim męskim ramieniem. Przez pierwszy miesiąc po śmierci Dawida mieszkałam razem z rodzicami i babcią. Wiedziałam, że próbowali omijać mnie i mój czarny humor, lecz ja w tamtych chwilach potrzebowałam miłości jaką umieli darzyć swe dzieci tylko rodzice. No ale niestety nie otrzymałam tego...Po miesiącu wróciłam do swojego mieszkania, i choć było dla mnie rzeczą ciężką wróciłam także do szkoły. Pierwsze dni nie były kolorowe. Gdy tylko przekraczałam próg szkoły od razu zaczynały się ciche szepty i potajemne gadki. Każdy wzrok był skierowany w moim kierunku, no ale wróćmy już do rzeczywistości...
- Moi drodzy proszę otworzyć książki na stronie 78. - poinformowała nas nauczycielka ponownie wracając do pisania na tablicy.
Wtedy do sali wszedł nauczyciel, a zaraz za nim ciemnooki blondyn. Najpierw zaczął szeptać coś do nauczycielki, a następnie przemówił do nas.
- To jest Wasz nowy kolega Kuba. - powiedział wskazując na chłopaka.
- Tsa elo...- syknął chłopak po czym skierował wzrok na ziemię.
- Mam nadzieję, że przyjmiecie go jak najlepiej. Kuba przeprowadził się do nas niedawno i nasze miasto jest mu obce dlatego bądźcie dla niego wyrozumiali...
- A teraz Kuba usiądź proszę tam koło Emilii.- wtrąciła nauczycielka wskazując palcem na wolne miejsce w mojej ławce.
- No to będzie się działo - pomyślałam, gdy chłopak zaczął iść w kierunku ławki.
- Kuba jestem miło mi. - powiedział wyciągając rękę w moim kierunku, gdy tylko zasiadł obok mnie.
- Em...a ja Emilia. - syknęłam pod nosem wracając do czytania tego co zadała nam niedawno nauczycielka.
Pozostała część lekcji minęła tak szybko jak jej początek. Następnie przerwa, kolejne 6 lekcji kiszenia się w szkole, a kiedy wyszłam byłam najprawdopodobniej najszczęśliwszą osobą na świecie.Eh...do czasu...
- Młoda chodź no tu - usłyszałam znajomy głos, a gdy się tylko odwróciłam zauważyłam Młodego, którego dziś nie było w szkole.
- Czego chcesz ? - zapytałam spoglądając na chłopaka.
- Idziesz z nami do palarni ?
- Nie nigdzie nie idę. - odpowiedziałam chamsko ruszając przed siebie.
- Ej co jest ? - syknął łapiąc mnie za nadgarstek.
- To że już kolejny dzień ćpasz razem z Marcinem. Masz olewke na mnie i na wszystko co jest wokoło. Po cholere idziesz do palarni jak Twój pokój ją przypomina ? - krzyczałam patrząc się prosto w oczy Młodego.
Wtedy oboje zaczęliśmy się szarpać. Po chwili wylądowałam na ziemi, a oczy zapełniły się łzami. Podnosząc wzrok zauważyłam Mateusza, który w obecnej chwili kłócił się z Kubą.
- Zostaw ją w spokoju ! - krzyknął Kuba, a brunet odwrócił się i ruszył w kierunku kumpli. - Nic Ci nie jest ? - zapytał podając mi rękę abym wstała.
- Nie nic - odpowiedziałam, a następnie sama próbowałam wstać. - I z łaski swojej nie wtrącaj się gdyż nie wiesz o co chodzi. Nie znasz nas. - posłałam mu wrogie spojrzenie, a następnie pozostawiłam blondyna samego pośród białego puchu, który właśnie zaczął spadać z nieba.



No tak, tak wróciłam...
mam nadzieję, że spodobał Wam się mój powrót
i oczywiście ten rozdział <3
a co do bohaterki to jak widzicie jeszcze długo droga do miłości
no ale o tym przekonacie się w najbliższym czasie. 
pozdrawiam : 
jesteś moją definicją szczęścia.

Wróciłaamm : *

No i wracam...
Tak trudno żyć bez tego bloga, 
bez uczuć jakie tu wylewam i smutku jaki mi towarzyszy...
Dlatego oficjalnie i definitywnie wracam do Was Moi Kochani ; *
mam nadzieje, że spodobają się Wam dalsze losy bohaterki : 
pozdrawiam : 
jesteś moją definicją szczęścia ; *