Trzy miesiące później...
Drogi pamiętniku minęły trzy miesiące od tego cholernego zdarzenia, i mimo iż minęło tak wiele czasu do tej pory nie umiem zapomnieć o tak ważniej osobie jaką był Dawid. Zmieniłam się jak to uważa Marcin, który cały czas wspiera mnie swoim męskim ramieniem. Przez pierwszy miesiąc po śmierci Dawida mieszkałam razem z rodzicami i babcią. Wiedziałam, że próbowali omijać mnie i mój czarny humor, lecz ja w tamtych chwilach potrzebowałam miłości jaką umieli darzyć swe dzieci tylko rodzice. No ale niestety nie otrzymałam tego...Po miesiącu wróciłam do swojego mieszkania, i choć było dla mnie rzeczą ciężką wróciłam także do szkoły. Pierwsze dni nie były kolorowe. Gdy tylko przekraczałam próg szkoły od razu zaczynały się ciche szepty i potajemne gadki. Każdy wzrok był skierowany w moim kierunku, no ale wróćmy już do rzeczywistości...
- Moi drodzy proszę otworzyć książki na stronie 78. - poinformowała nas nauczycielka ponownie wracając do pisania na tablicy.
Wtedy do sali wszedł nauczyciel, a zaraz za nim ciemnooki blondyn. Najpierw zaczął szeptać coś do nauczycielki, a następnie przemówił do nas.
- To jest Wasz nowy kolega Kuba. - powiedział wskazując na chłopaka.
- Tsa elo...- syknął chłopak po czym skierował wzrok na ziemię.
- Mam nadzieję, że przyjmiecie go jak najlepiej. Kuba przeprowadził się do nas niedawno i nasze miasto jest mu obce dlatego bądźcie dla niego wyrozumiali...
- A teraz Kuba usiądź proszę tam koło Emilii.- wtrąciła nauczycielka wskazując palcem na wolne miejsce w mojej ławce.
- No to będzie się działo - pomyślałam, gdy chłopak zaczął iść w kierunku ławki.
- Kuba jestem miło mi. - powiedział wyciągając rękę w moim kierunku, gdy tylko zasiadł obok mnie.
- Em...a ja Emilia. - syknęłam pod nosem wracając do czytania tego co zadała nam niedawno nauczycielka.
Pozostała część lekcji minęła tak szybko jak jej początek. Następnie przerwa, kolejne 6 lekcji kiszenia się w szkole, a kiedy wyszłam byłam najprawdopodobniej najszczęśliwszą osobą na świecie.Eh...do czasu...
- Młoda chodź no tu - usłyszałam znajomy głos, a gdy się tylko odwróciłam zauważyłam Młodego, którego dziś nie było w szkole.
- Czego chcesz ? - zapytałam spoglądając na chłopaka.
- Idziesz z nami do palarni ?
- Nie nigdzie nie idę. - odpowiedziałam chamsko ruszając przed siebie.
- Ej co jest ? - syknął łapiąc mnie za nadgarstek.
- To że już kolejny dzień ćpasz razem z Marcinem. Masz olewke na mnie i na wszystko co jest wokoło. Po cholere idziesz do palarni jak Twój pokój ją przypomina ? - krzyczałam patrząc się prosto w oczy Młodego.
Wtedy oboje zaczęliśmy się szarpać. Po chwili wylądowałam na ziemi, a oczy zapełniły się łzami. Podnosząc wzrok zauważyłam Mateusza, który w obecnej chwili kłócił się z Kubą.
- Zostaw ją w spokoju ! - krzyknął Kuba, a brunet odwrócił się i ruszył w kierunku kumpli. - Nic Ci nie jest ? - zapytał podając mi rękę abym wstała.
- Nie nic - odpowiedziałam, a następnie sama próbowałam wstać. - I z łaski swojej nie wtrącaj się gdyż nie wiesz o co chodzi. Nie znasz nas. - posłałam mu wrogie spojrzenie, a następnie pozostawiłam blondyna samego pośród białego puchu, który właśnie zaczął spadać z nieba.
No tak, tak wróciłam...
mam nadzieję, że spodobał Wam się mój powrót
i oczywiście ten rozdział <3
a co do bohaterki to jak widzicie jeszcze długo droga do miłości
no ale o tym przekonacie się w najbliższym czasie.
pozdrawiam :
jesteś moją definicją szczęścia.
genial czupku :*
OdpowiedzUsuńpisz, pisz dalej < 3
Cieszę się, że wróciłaś ;]
OdpowiedzUsuńBrakowało mi tego opowiadania ;)
Z niecierpliwością czekam na następny rozdział ;D
Pozdrawiam
Monika
cieszę się, że wróciłaś do opowiadania ..
OdpowiedzUsuńzajebiście!<3 cieszę się, że wróciłaś. ;))
OdpowiedzUsuń