Rozdział VII
Siadając na łóżku zaczęłam zastanawiać się ; "co zrobiłam nie tak ? Jak mogłam nie zdążyć ? ". Wtedy do pokoju wszedł Marcin trzymając w ręku 9 róż.
- Co prawda rocznica naszego poznania była 2 miesiące temu , no ale proszę - powiedział wyciągając rękę z kwiatami.
- To ty ? - zapytałam rzucając się na jego szyję.
- Wiedziałem , że inaczej nie przyjdziesz.Przepraszam. Ale ja za bardzo Cię kocham , żebym dał ci odejść.
- Skąd ja to znam - wyszeptałam wtulając się w jego ramiona.
- A teraz już koniec przytulania , chodź do domu.
- Ale jak to ?
- Adrian mnie wypisał - uśmiechnął się po czym zaczął ciągnąć mnie w kierunku wyjścia. Przez 20 minut szliśmy w zupełnej ciszy.W końcu tak bardzo oboje tego potrzebowaliśmy. Milczenie przerwał ton jego głosu.
- To co od dzisiaj mieszkamy razem ? - zapytał wchodząc do domu.
- No...- potwierdziłam po czym przywitałam się z babcią , która czekała na nas z niecierpliwością.
- To my idziemy na górę babciu - rzuciłam w jej kierunku.
- Dobrze - odparła.
- A to twój nowy pokój - powiedziałam otwierając drzwi.
- Ty to sama zrobiłaś ? Dla mnie ?
- No wiesz zawsze chciałam mieć brata , no i go dostałam w wieku 7 lat tylko , że wtedy nie miałam jak mu umeblować piaskownicy.
- A szkoda , bo by wszystkie laski w niej poderwał - oboje zaczęliśmy się śmiać. Marcin wylądował na łóżku , a ja na fotelu .
- Dobra geniuszu ja idę spać , bo jestem padnięta. Do jutra - powiedziałam po czym wyszłam z pokoju Marcina.Zmierzając ku łazience.Po dość długim prysznicu weszłam do własnego pokoju rzucając się ,na najwygodniejsze miejsce jakie mogłam sobie w tym momencie wymarzyć, a mianowicie na łóżko.
Rano obudziły mnie promienie słoneczne , które wdzierały się przez otwarte okno.Momentalnie podniosłam się z łóżka.
- I jak się spało księżniczko ? - zapytał stojąc w progu drzwi.
- A wiesz , że dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Co ty taka zadowolona jesteś ?
- Jest słoneczko , jesteś Ty.
- Jak ja za tym tęskniłem .
- Za czym ?
- Za tym - podszedł do mnie dając mi buziaka w policzek.
- Oj przesadzasz braciszku - zaśmiałam się po czym wybiegłam z pokoju.
- Ja przesadzam ? Ooo..Radze ci uciekać , bo już po Tobie.
Chwile później leżałam z Marcinem w wannie pełnej wody śmiejąc się przy tym jak małe dziecko. Po paru minutach do łazienki weszła babcia kładąc na szafce kanapki z dwiema kawami.
- Oj dzieci , dzieci .- zaśmiała się po czym wyszła.
- To co jemy ? - zapytał Marcin próbując wyjść z wanny.
- Jak tylko dasz rade stąd wyjść do owszem.
Chwile potem siedzieliśmy oboje na środku łazienki zajadając się kanapkami.
- No dobra ja idę się przebrać - wymamrotałam kończąc ostatnią kanapkę.
- Okej to za 10 minut na dole.
- Jak to na dole ?
- No normalnie. Dzisiaj to ja mam dla ciebie niespodziankę.
10 minut później Marcin stał na przedpokoju trzymając w ręce piknikowy koszyk.Wyszliśmy zmierzając w kierunku plaży , lecz potem zeszliśmy w nie znana mi uliczkę.
- Gdzie ty mnie prowadzisz ? - zapytałam
- Nie zadawaj tylu pytań tylko chodź.Już nie daleko.
Parę minut później staliśmy przed jachtem.
- No to już.To ta niespodzianka.
- Ty umiesz to prowadzić ? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No przecież moje kursy musiały się na coś przydać prawda ?
Po pewnym czasie byliśmy już dość spory kawałek od brzegu.
- To co soczku ? - zapytał gasząc silnik.
- No pewnie - uśmiechnęłam się wyciągając rękę.Wtedy usiadł obok mnie i podając mi sok.
- Emi...- powiedział dość niepewnie.
- Tak ? - zrobiłam pytającą minę .
- Był u mnie Adrian dziś rano.
- O. Co chciał ?
- Przyszedł powiedzieć mi , że rak...
ja cię zabije !!!
OdpowiedzUsuńw takim momencie ? ; /
czekam na kolejną ! ;d