czwartek, 14 lipca 2011

Rozdział XVIII

Rozdział XVIII


Byłam pewna, że tego dnia coś się wydarzy. I w sumie miałam racje. Jakieś trzy godziny później do domu zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja pójdę otworzyć - powiedziałam w kierunku Dawida schodząc z łóżka.
Przed drzwiami ujrzałam dwóch policjantów trzymających Marcina.
- Dzień dobry Sierżant Tadeusz Marowski - zaczął się przedstawiać.
- Dzień Dobry - odpowiedziałam, a chwile potem dodałam :
- Coś się stało ?
- Twój brat bił się z niejakim Konradem. W związku z tym zainterweniowaliśmy i przywieźliśmy go tutaj.
- Dobrze dziękuje Panom bardzo. Do widzenia - powiedziałam łapiąc Marcina za rękę i zamykając za nami drzwi.
- O co ci chodzi co ? - zapytałam.
- Nie rozumiesz, że Cię kocham ?
- Ale Marcin...- w tym momencie do salonu wszedł Dawid.
- Ty jesteś moim małym braciszkiem. - powiedziałam przytulając go do siebie.
- Nie radzimy sobie - wyszeptał mi do ucha.
Po tych słowach myśli w mojej głowie zaczęły wirować. ' Nie radzimy sobie ' te słowa utkwiły w mojej głowie na długi czas.
- Marcin my idziemy na piknik. Wrócę wieczorem. -  krzyknęłam zamykając za sobą drzwi.
Podczas pikniku z Dawidem bawiłam się świetnie, lecz w mojej głowie był tylko i wyłącznie Marcin.
- Co Cię gryzie ? - zapytał Dawid podając mi tymbarka.
" Spada w dół " - przeczytałam w myśli po czym podałam nakrętkę Dawidowi. Ten natomiast spojrzał na mnie pytająco.
- Boje się właśnie o to. Myślę, że Marcin może zacząć pić, palić , ćpać...Jednym słowem spadnie w dół.
- Myślisz, że jest do tego zdolny ? -zapytał z niedowierzaniem.
- W wieku 14 lat wpadł w takie właśnie towarzystwo i wiem, że to może się powtórzyć.Boje się o niego...- wyszeptałam wtulając się w jego ramiona.
- Nie pozwolimy mu na to kochanie - powiedział całując mnie w policzek.
Spojrzałam na niego z dziwną miną ' My ? ' - pomyślałam.
- Tak My. Nie zostawię Cię . Nie w takiej sytuacji - szepnął mi do ucha.
Około godziny 21 zebraliśmy się do domu. W progu drzwi momentalnie poczułam zapach szlug  i czystej.
- Marcin ! - krzyknęłam spośród dymu.
- Miałaś racje - powiedział Dawid wyrywając mu z dłoni butelkę czystej.
- Marcin coś ty zrobił - kucnęłam i zaczęłam płakać. Wtedy oboje stanęli nade mną.
- Nie płacz - wyszeptał Marcin wyciągając w moją stronę rękę.Chciałam mu już ją podać, gdy zobaczyłam na niej ślady cięcia.
- Ty ? - wykrztusiłam przez łzy. On natomiast spuścił wzrok,a rękę schował do kieszeni od bluzy.
- Nie wierze - krzyknęłam i wybiegłam z domu. Biegłam przed siebie jak najdalej od niego, od świata , od ludzi. Zatrzymałam się przy fontannie w parku, a moje życie po raz kolejny zaczęło się komplikować.
- To dopiero początek problemów - pomyślałam ocierając spadające łzy.



pojechałam wiem, no ale mam nadzieje, 
że wam się spodoba : )

wtorek, 12 lipca 2011

Rozdział XVII

Rozdział XVII

Następnego dnia rano obudziły mnie dziwnie krzyki, które dobiegały z dworu. Przez otwarte okno zdołałam usłyszeć każde słowo, lecz po chwili żałowałam. W tym samym momencie do domu wszedł Marcin.
- Jak mogłeś ?- zapytałam przez łzy mijając się z nim na schodach.
- O co Ci chodzi ? - odpowiedział.
-  Jak mogłeś się pytam ? Słyszałam całą waszą rozmowę.
- Emi ja przepraszam. - wyszeptał.
- Nienawidzę Cię zejdź mi z oczu - powiedziałam zbiegając ze schodów , a następnie biegnąc w kierunku Dawida, który siedział przed domem.
- Słyszałam.Wszystko słyszałam. - wyszeptałam siadając obok niego.
- A więc już wiesz ?
- Tak.  - odpowiedziałam wtulając się w jego ramiona.
- Na prawdę ? Na prawdę mnie kochasz ? - zapytałam.
- Tak. Tylko, że jak powiedziałaś mi wczoraj że wolisz być z Marcinem nie byłem Ci w stanie tego powiedzieć.
- Marcin o wszystkim wiedział ? - zadawałam jedno pytanie za drugim.
- Wiedział. I chciał to zniszczyć dlatego wyznał Ci miłość pierwszy.
- A ja jemu - powiedziałam smutnym głosem.
- Kochasz go ? - tym razem to on zapytał.
- Powinnam Ci powiedzieć, że kocham go jak brata, ale po tym wszystkim nie umiem mu już zaufać, nie tak jak kiedyś. Chciał zniszczyć to co nas łączyło.
- I mu się udało - wstał i zaczął schodzić ze schodów. Byłam wsłuchana w każdy jego krok a w mojej głowie było tylko jedno pytanie Marcin czy Dawid ?
- Dawid zaczekaj - krzyknęłam w jego kierunku.
- Zaczekaj - wyszeptałam podchodząc bliżej.
- Chcę być z Tobą. Ten sen nie ma już znaczenia. - powiedziałam łącząc nasze usta.
- Kocham cię - szepnął obejmując mnie w pasie.
- Ja Ciebie też - odpowiedziałam, spoglądając w jego niebieskie oczy.
- Co w nich widzisz ? - zapytał
- Siebie - odpowiedziałam po czym dodałam :
- Widzę najszczęśliwszą dziewczynę jaką znam.. A ty co widzisz ?
- Ja widzę kogoś kto do tej pory nie może uwierzyć, że ma obok siebie to szczęście.
Cicho zachichotałam po czym złapałam go za rękę i poprowadziłam w kierunku domu. W drzwiach minęliśmy się z Marcinem. Widziałam, że chciał mi coś powiedzieć, lecz sobie odpuścił.
- Jesteś tego pewna?  - zapytał Dawid gdy usiedliśmy na łóżku.
- Tak jestem. Nie wierze, że on mógł to zrobić...
- Między mną, a Marcinem nigdy nie będzie dobrze. Ciągle będziemy rywalizowali o Ciebie.
- W takim razie czas zakończyć "walkę".
Po tych słowach Dawid spojrzał na mnie pytająco.
- To koniec. Zdałam sobie sprawę, że Marcin był i jest  tylko moim bratem.
- A ja ?
- Ty jesteś moim szczęściem - odpowiedziałam całując do w policzek.
Ten poranek zdecydowanie "ciekawie" się zaczął. Pytanie teraz jak się skończy ?




przepraszam was , ze taki krótki , 
ale ze względu iż jestem nad morzem nie miałam czasu by napisać dłuższy.

czwartek, 7 lipca 2011

Rozdział XVI

Rozdział XVI


- Emilia wstawaj - usłyszałam głos Marcina
- Marcin - powiedziałam rzucając mu się na szyje.
- Ty żyjesz ? - wyszeptałam przez łzę spadającą właśnie po moim policzku.
- To tylko zły sen. Całą noc miałaś gorączkę, a na dodatek cała trzęsłaś się z zimna...już dobrze - powiedział całując mnie w czoło.
- Wiesz to był koszmar - powiedziałam wtulając się w jego tors.
- No na pewno, skoro mnie tam uśmierciłaś - cicho zachichotał wstając z łóżka.
- Proszę Cię nie odchodź. Kocham Cię - wyszeptałam łapiąc go za rękę.
- Masz gorączkę. Nie wiesz co gadasz. - powiedział okrywając mnie kocem.
- Właśnie, że wiem. - uśmiechnęłam się lekko.
- Skoro wiesz...- szepnął, a chwilę potem musnął lekko moje usta.
Tak zdecydowanie ta chwila mogła trwać wiecznie, a zły sen który śnił mi się dzisiejszej nocy nie miał już żadnego znaczenia, gdyż miałam obok siebie wszystko co potrzebowałam - jego.
- Kocham Cię, ale nie jak siostrę - powiedział wbijając smutny wzrok w ścianę.
- No to mamy problem, bo ja Ciebie też kocham....ale nie jak brata. - zaśmiałam się cicho wtulając się w jego ramiona.
- Co Ci się śniło ? - zapytał.
- Śniło mi się, że wyznałeś mi miłość, potem umarłeś, a ja cierpiałam.
- Mówiłaś coś przez sen, ale nie mogłem Cię dobudzić.- wyszeptał podając mi kubek gorącego kakao.
- Dziękuje - powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- To ja już pójdę połóż się.
- Nie idź. - poprosiłam splatając nasze dłonie.
- Spróbuj zasnąć- powiedział kładąc się obok mnie.
Zasnęłam spałam jakieś 3 godziny, lecz ból głowy nadal nie ustawał. Otworzyłam oczy z myślą, że ujrzę Marcina lecz jego nie było obok mnie.
- Marcin - powiedziałam donośnym głosem.
- Za tobą kochanie - odpowiedział siadając obok łóżka.
- Myślałam... - w tym momencie do pokoju wszedł Dawid.
- Marcin możesz zostawić nas samych ? - zapytałam.
- Tak pewnie.
- Słyszałem, że jesteś chora - powiedział chcąc pocałować mnie w policzek.
- Tak jestem. - odpowiedziałam odpychając go.
- Dawid ja przepraszam, ale nie możemy być razem. 
- Ale jak to ? - zapytał ze łzą w oku.
- Lubie Cię i to bardzo, ale kocham Marcina. Ten sen...
- Kierujesz swoimi uczuciami na skutek snu ? - zapytał ironicznie.
- On po prostu dał mi dużo do myślenia.- odpowiedziałam.
- Przyjaciele ? - zapytał po chwili namysłu.
- Tak pewnie - przytaknęłam.
- To co chłopaki film ? - uśmiechnęłam się kusząco, gdy Marcin wszedł do pokoju. Ta propozycja okazała się jedną z najlepszych jak do tej pory. Chłopaki nawiązali wspólny kontakt, a ja nie straciłam żadnego z nich.




Ahh....tak mnie jakoś natchnęło. 
Klaudia : * i Werka ; *
ten rozdział dedykuje wam <3
Obie bardzo chciałyście aby Marcin żył, 
no to proszę <3 

środa, 6 lipca 2011

Rozdział XV

Rozdział XV


- Wszyscy odeszli. - szepnęłam siadając na ławeczce.
- Co będzie jak nie dam sobie bez Ciebie rady ? Kocham Cię braciszku. Nie wyobrażam Sobie życia bez Twojej osoby. - zaczęłam mówić spoglądając w ziemię.
- Mogę ? - zapytał jakiś chłopak wskazując ręką na ławeczkę.
- Tak pewnie - odpowiedziałam przesuwając się na jej drugi koniec.
- Marcin był twoim bratem ? - zapytał.
- Tak jakby przyjaźniliśmy się od małego dlatego, tak go nazywałam.
- A dla Ciebie ? 
- Poznałem go w Anglii. W szpitalu...
- Czy ty ? - zapytałam spoglądając mu w oczy.
- Tak też byłem chory na raka ale wygrałem z nim walkę. 
- Marcin nie... - wyszeptałam sięgając po chusteczkę.
- Marcin napisał do Ciebie list. On wiedział, że umrze...Poprosił mnie żebym Ci go podał gdy to się stanie. - powiedział wyciągając z kieszeni czarną kopertę .
- On wiedział ? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak - powiedział wręczając mi list do ręki, a następnie odszedł.
Otworzyłam kopertę, wyciągnęłam z niej list i zaczęłam czytać.
" Kochana Emilko !
Jeśli czytasz ten list to znaczy, że ja już nie żyje. Zaraz po operacji dowiedziałem się, że niestety się nie udało, że mogą nastąpić powikłania, przeżuty do serca.No i się stało.Chce żebyś wiedziała, że zawsze będziesz w moim sercu najważniejszą osobą. I mimo, że mnie nie ma już na tym świecie jestem w Twoim sercu. Gdy tylko będzie Ci mnie brakowało wystarczy, że o mnie pomyślisz a ja będę przy Tobie. Zresztą zostawiam Cię w dobrych rękach.Tak jestem pewny, że Dawid się Tobą zajmie.Gdybyś potrzebowała pomocy możesz również liczyć na Maksa tak to jest ten chłopak co przyniósł Ci kopertę.Poznasz go 1 września bo będzie chodził do tej samej szkoły co ty. 
Kocham Cię pamiętaj o tym ! 
Marcin...

- Mieliśmy za dużo tajemnic przed sobą. Nie wierze, że mi nie powiedziałeś. Ja wiem chciałeś mnie chronić, ale ja...teraz tęsknie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.- mówiłam sama do siebie ocierając każdą następną łzę spadającą po moim policzku. 
- To ja już pójdę - szepnęłam i wstałam powoli zmierzając ku wyjściu z tego jakże okropnego miejsca. Idąc ulicą wszystkie twarze ludzi były zwrócone w moim kierunku. W sumie wcale się im nie dziwiłam wyglądałam strasznie. Taki al'a potwór z rozmazanym makijażem.  Będąc już pod domem Dawida zapukałam do drzwi. 
- Dzień Dobry jest Dawid ? - zapytałam, gdy tylko drzwi otworzyły się i stanęła w nich jego mama.
- Tak pewnie Emilko wchodź. Jest u Siebie w pokoju. - po tych słowach weszłam do domu, a następnie powędrowałam na górę do Dawida. 
- Mogę ? - zapytałam lekko uchylając drzwi.
- Tak pewnie - powiedział podchodząc i przytulając mnie do siebie.
Wtedy też usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziałam mu o całej sytuacji z Maksem. Siedział i słuchał mnie uważnie, lecz z niedowierzaniem. 
- No to chyba tyle. - powiedziałam sięgając po kubek ciepłej herbaty, którą właśnie przyniosła mama Dawida.
- Jak się trzymasz Emilko ? - zapytała.
- Jakoś muszę proszę Pani. - odpowiedziałam wtulając się w ramiona, które w tym momencie miały być dla mnie schronieniem przed całym światem.
- Kocham Cię - wyszeptał mi do ucha przytulając mnie przy tym z całych sił, a chwilę potem dodał :
- Połóż się może zaśniesz. Za pewne jesteś padnięta. - tak kocham tą jego nadopiekuńczość. I wbrew pozorom o dużo się nie pomylił. Bo parę minut później zasnęłam w jego objęciach. 



wtorek, 5 lipca 2011

Rozdział XIV

Rozdział XIV


Minął trzeci dzień, w którym nie ma go już na tym świecie. Kolejny dzień mojego bezsensowego życia. To właśnie dzisiaj był dzień pogrzebu.
- Kochanie wstawaj musisz się powoli zbierać - obudził mnie głos Dawida.
- Nie chcę. Nie idę nigdzie. - ledwo co wyszeptałam przez łzy.
- Dobrze wiesz, że musisz. Marcin...
- Ja wiem on by tego chciał, ale ja się boje.Boje się, że jak tam pójdę stracę go już na zawsze rozumiesz ? - zapytałam wtulając się w jego tors.
- On zawsze będzie tu - wskazał ręką na serce. 
- No dobrze już się zbieram - powiedziałam zeskakując z łóżka.
- To będzie najgorszy dzień w moim życiu - pomyślałam wchodząc do łazienki. 
Wzięłam szybki prysznic. Następnie weszłam do garderoby założyłam czarną sukienkę i czarne szpilki. 
- Jeszcze tylko oczy - szepnęłam wyciągając z torby kosmetyczkę. 
- Gotowa ? - zapytał Dawid wchodząc do garderoby.
- Tak. Możemy iść. 
Gdy zeszliśmy na dół zobaczyłam rodziców jak i mamę Marcina.
- Mamo - krzyknęłam rzucając się jej na szyję.
- Będzie dobrze córeczko. - powiedziała przytulając mnie z całych sił.Widziałam, że miała w oczach łzy.Byłam bardzo zdziwiona, że rodzice przyjechali, lecz ucieszył mnie ten fakt. Chciałam żeby byli przy mnie w takiej chwili.
- Chodźmy -  powiedział tata otwierając drzwi. 
Wszyscy wyszliśmy z domu, a następnie wsiedliśmy do aut.  Gdy podjechaliśmy pod kościół do moich oczy momentalnie napłynęły łzy. 
- Masz - szturchnął mnie Dawid podając chusteczkę.
- Dziękuje, dziękuje że jesteś - szepnęłam w jego kierunku całując go w policzek.
- Chodź już czas - powiedział otwierając drzwi od auta.
Przed kościołem było wiele ludzi. Lecz do oczu od razu rzucił mi się Adrian.
- Przyjmij moje kondolencje - podszedł do mnie wypowiadając te słowa.
- Już nic się nie dało zrobić prawda ? - zapytałam wtulając się w jego ramiona.
- Przykro mi ale nie. Lekarze robili wszystko co było w ich mocy. A teraz chodź. Lepiej będzie jak wejdziemy już do środka - powiedział, a chwile potem zniknęliśmy gdzieś pomiędzy ludźmi.
Podczas mszy nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Gdy ksiądz poprosił mnie o parę słów. Zamarło mi dech w piersiach.Podeszłam do mikrofonu i zaczęłam mówić...
- Miesiąc temu dowiedziałam się , że Marcin jest chory na raka. Choroba z dnia na dzień postępowała co raz bardziej. I chodź podjął się operacji nie wykazała ona dobrych wyników. Marcin miał powikłania, przeżuty do serca i umarł. Z mojego życia odeszła bardzo ważna osoba. Każdy z was za pewne będzie wspominał go uśmiechniętego, a ja ? Ja zapamiętam go jako brata, który wniósł do mojego życia szczęście i radość.
- Tak to było piękne - powiedział ksiądz, a chwile potem trumna z Marcinem podniosła się. Wszyscy wyszliśmy z kościoła idąc za 4 mężczyzn niosących trumnę zmierzaliśmy w kierunku cmentarza. 
- Już pora się pożegnać siostrzyczko- usłyszałam głos Marcina wrzucając na trumnę garść piasku.
- Marcin ? - szepnęłam sama do siebie.
- Jesteś silna. Dasz sobie radę. Będę Cię pilnował tam z góry. Kocham Cię pamiętaj.
- Ja ciebie też. - pomyślałam patrząc się w niebo.
Po pogrzebie podchodziło do mnie wielu ludzi składając mi kondolencje, lecz żadne z nich nie rozumiało jak się czuje. 
- Chodź już do domu - powiedział Dawid gdy wszyscy poszli.
- Zostaw mnie samą proszę. Przyjdę potem do ciebie, ale w tej chwili chce być sama.
- Dobrze - wyszeptał całując mnie w policzek, a chwile potem zniknął w oddali.
- To już koniec ? - zapytałam zapalając znicz.
- On nigdy o Tobie nie zapomni - usłyszałam głos księdza.
- Myśli ksiądz ? 
- Tak za bardzo Cię kochał. - po tych słowach z moich oczy po raz kolejny poleciały łzy, a ksiądz odszedł jak wszyscy pozostali.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Rozdział XIII

Rozdział XIII


- Proszę Cię nie zostawiaj mnie dla Marcina - dodał.
Tak to był Dawid. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam ten smutny wzrok. Te oczy przepełnione żalem do mnie. Wiedział, że Marcin jest dla mnie ważny.
- Ale czy aż tak ważny, że zostawię dla niego Dawida ? - pomyślałam.
- Emilia proszę Cię nie zostawiaj mnie - powtórzył.
- Ja...nie mogę.
Po tych słowach Dawid najprościej w świecie odszedł.
- Nie mogę żyć bez Ciebie. - powiedziałam sama do siebie.
Chwile potem poczułam jego zimną dłoń na moim ramieniu.
- Ja bez Ciebie też kochanie - wyszeptał mi do ucha po czym usiadł obok mnie.
- Skąd wiesz, że Marcin...
- Byłem po ciebie lecz spotkałem tam jego.
- Dawid ja chcę być z tobą i tylko z tobą. Marcin to mój brat.
- Tak wiem - powiedział po czym zaczęliśmy się całować. Po raz pierwszy od dawna czułam jak nasze serca łączą się w jedność. Jak mój cały świat jest w jednych rękach - jego. 
- A więc to tak. - usłyszałam głos Marcina przy czym momentalnie powróciłam do rzeczywistości.
- Marcin ja kocham Dawida. Przepraszam.
- Lepiej będzie jak już pójdę - powiedział.
Jego sylwetka powoli zanikała w oddali.Kiedy Dawid zaczął krzyczeć, żebym za nim pobiegła.Lecz wśród tłumu ludzi nie mogłam nigdzie go zauważyć.
- Tam - pomyślałam po czym pobiegłam w jego stronę.
- Marcin czekaj- krzyknęłam. 
Ani mu się śniło zwolnić tempa. Szedł prosto przed siebie nie zważając na ludzi.
- Czekaj - powiedziałam łapiąc go za rękę.
- Nie mam już na co. Ty myślisz, że co ja do Ciebie czułem przez te 9 lat co ? Podstawówka , gimnazjum ? Tak kurwa kochałem Cię rozumiesz ? 
- Ale ja...- nie miałam siły usiadłam zalana łzami. A on odszedł. Mój mały braciszek zostawił mnie samą. A słowa, które wypowiedział w moim kierunku uderzyły z tak wielką siłą, że nie byłam w stanie go zatrzymać. Wyciągnęłam telefon z torby sprawdzając godzinę natknęłam się na dziwną wiadomość od Adriana.
" Emilia właśnie przyszły wyniki Marcina z Anglii. Możliwe jest, że ma powikłania. Błagam Cię przywieź go tu szybko, bo może inaczej może być za późno by go uratować. "
Zaraz po przeczytaniu wykręciłam numer do Marcina, lecz nie odbierał telefonu.
- I co teraz ? - zadałam sobie pytanie. I ku mojemu zdziwieniu znalazłam na niego szybko odpowiedź.
- Szymon - krzyknęłam biegnąc w kierunku jego domu.
Gdy byłam już pod domem zaczęłam dobijać się do drzwi.
- Szymon jest tu Marcin prawda ? - zapytałam, gdy tylko drzwi otworzyły się.
- Tak jest. Ale on nie chce z Tobą rozmawiać.
- Szymon on może mieć powikłania po operacji musi w tej chwili jechać do szpitala.
- Wchodź - powiedział wskazując ręką na kuchnie.
Wchodząc do kuchni zastałam Marcina leżącego na podłodze.Był nieprzytomny. Podeszłam bliżej sprawdzając puls.
- Żyje ? - wykrztusił Szymek.
- Tak, ale dzwoń szybko na pogotowie. - zaczęłam krzyczeć w jego kierunku.
Po krótkiej rozmowie Szymon poinformował mnie, że już jadą.
- Marcin nie rób mi tego. Błagam Cię nie zostawiaj mnie. - szeptałam przez łzy.
Wiedziałam, że cała ta sytuacja sprzed miesiąca może się powtórzyć. Wtedy Marcin zaczął cały się rzucać.
- Boże co mu jest ? Gdzie to pogotowie ? - zapytałam, gdy do domu właśnie weszli lekarze.
Jeden z nich odsunął mnie na bok. Następnie dwóch pozostałych zaczęło go reanimować. 
- On przeżyje prawda? - zwróciłam się do lekarza, który trzymał mnie w swoich objęciach.
- Tracimy go. Pospiesz się.- zaczął krzyczeć jeden z nich.
Moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej. Kiedy lekarze przestali reanimować Marcina wiedziałam, że coś było nie tak.
- Zapisz. Zgon 20 lipca 2011 roku. O godzinie 21.21. Przykro nam. - powiedział jeden z lekarzy 

- Nie tylko nie to. - wyszeptałam rzucając się na ciało Marcina. 
- Ja przepraszam....nie chciałam. Też Cię kocham. Miałeś racje to serce było znakiem. Proszę wróć. Nie możesz odejść. Nie możesz mnie zostawić.- mówiłam krztusząc się łzami. Wtedy do kuchni wbiegł Dawid. 
- Kochanie - powiedział podbiegając do mnie.
- Dawid on nie żyje. On mnie zostawił. Poddał się. Przestał walczyć rozumiesz ?
- Musimy go zabrać. - zwrócił się do nas lekarz.
- On żyje. Nie pozwalam wam. 
- Pożegnaj się kochanie - wyszeptał mi Dawid do ucha. Po czym wszyscy wyszli z domu.
- Dlaczego ? Dlaczego się poddałeś ? Jak mogłeś mnie zostawić ? - zapytałam wtulając się po raz ostatni w jego ramiona zaciągając się przy tym zapachem moich ulubionych perfum.
- Kocham Cię -szepnęłam całując go w policzek, a następnie ruszyłam w stronę wyjścia.



hmm. pechowa 13 ; /
może przesadziłam no, ale teraz i tak już
nic nie zmienię.



sobota, 2 lipca 2011

Rozdział XII

Rozdział XII


Mija kolejny dzień wakacji, a ja ? Ja siedzę w domu zawalona chusteczkami i kubkami po kawie. Ostatnio każdy dzień wygląda tak samo łóżko - łazienka i tak na zmianę...Budząc się dzisiejszego ranka zdałam sobie sprawę , że tęsknie , że go potrzebuje , kocham. I wbrew pozorom nie chodzi mi teraz o Dawida tylko o Marcina. Był moim przyjacielem przez tak długi okres czasu, a ja zniszczyłam to co nas łączyło.
- Nie daje rady bez niego.- wyszeptałam sama po siebie po czym podniosłam telefon z podłogi.Wykręciłam numer i gdy chciałam już przycisnąć zieloną słuchawkę lecz zasnęłam, a drzwi do mojego pokoju otworzyły się - stanął w nich on.
- Ja...przepraszam - wykrztusiłam przez łzy.
- Kocham Cię siostrzyczko - powiedział podchodząc co raz bliżej.
- Tęskniłam...- wyszeptałam, a chwile potem wylądowałam w jego ramionach.
- Obiecaj proszę obiecaj, że już nigdy nie wyjedziesz, że mnie nie zostawisz.- dodałam zaraz po tym , gdy wypuścił mnie ze swoich ramion.
- Obiecuje. - szepnął mi do ucha po czym usiedliśmy na łóżku. Oparłam głowę o jego ramię i poczułam łza spada mi po policzku, a chwile potem lądując na jego szarej bluzie utworzyła serce....
- To znak - powiedział wskazując palcem na bluzę.
- O czym ty mówisz jaki znak ??
Nic nie odpowiedział.Więc nie wnikałam. Po paru minutach to on pierwszy przerwał milczenie.
- Bo widzisz jak wyjechałem, miałem czas by przemyśleć parę spraw...
- Do czego ty zmierzasz ? - zapytałam.
- Przez ten czas zdałem sobie sprawę że... - znowu przerwał.
- No powiesz wreszcie o co Ci chodzi ?
- Zakochałem się.
- O to świetnie widzę, że i ty znalazłeś miłość swojego życia.
- Tak tylko, że ona ma innego.
- No to może czas powiedzieć jej co czujesz ?
- A jak zniszczę to co teraz jest między nami ?
- Ty chyba nie mówisz o mnie ? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Wiem nie powinienem Ci tego mówić, ale...
- Nie to nie możliwe - wykrzyczałam łapiąc za torbę po czym wybiegłam z pokoju, a następnie z domu. Biegłam przed siebie nie mogąc uwierzyć w to co powiedział Marcin. Mój mały braciszek, przyjaciel.
- Ja kocham Dawida - powiedziałam sama do siebie zwalniając tempo.
- Tak tu będzie dobrze - pomyślałam widząc przed sobą jedyne puste miejsce na plaży." Nasze " miejsce.
- To dlatego wyjechał ? A jeśli nie...To może po to wrócił ? - zaczęłam się zastanawiać.
- Kocham Ciebie i tylko Ciebie - usłyszałam męski głos...




Mam wielki dylemat  Dawid ? czy Marcin ?
jak myślicie ? 
pomóżcie błagam . ! 
(przepraszam was , że taki krótki obiecuje, że następny będzie dłuższy )