wtorek, 5 lipca 2011

Rozdział XIV

Rozdział XIV


Minął trzeci dzień, w którym nie ma go już na tym świecie. Kolejny dzień mojego bezsensowego życia. To właśnie dzisiaj był dzień pogrzebu.
- Kochanie wstawaj musisz się powoli zbierać - obudził mnie głos Dawida.
- Nie chcę. Nie idę nigdzie. - ledwo co wyszeptałam przez łzy.
- Dobrze wiesz, że musisz. Marcin...
- Ja wiem on by tego chciał, ale ja się boje.Boje się, że jak tam pójdę stracę go już na zawsze rozumiesz ? - zapytałam wtulając się w jego tors.
- On zawsze będzie tu - wskazał ręką na serce. 
- No dobrze już się zbieram - powiedziałam zeskakując z łóżka.
- To będzie najgorszy dzień w moim życiu - pomyślałam wchodząc do łazienki. 
Wzięłam szybki prysznic. Następnie weszłam do garderoby założyłam czarną sukienkę i czarne szpilki. 
- Jeszcze tylko oczy - szepnęłam wyciągając z torby kosmetyczkę. 
- Gotowa ? - zapytał Dawid wchodząc do garderoby.
- Tak. Możemy iść. 
Gdy zeszliśmy na dół zobaczyłam rodziców jak i mamę Marcina.
- Mamo - krzyknęłam rzucając się jej na szyję.
- Będzie dobrze córeczko. - powiedziała przytulając mnie z całych sił.Widziałam, że miała w oczach łzy.Byłam bardzo zdziwiona, że rodzice przyjechali, lecz ucieszył mnie ten fakt. Chciałam żeby byli przy mnie w takiej chwili.
- Chodźmy -  powiedział tata otwierając drzwi. 
Wszyscy wyszliśmy z domu, a następnie wsiedliśmy do aut.  Gdy podjechaliśmy pod kościół do moich oczy momentalnie napłynęły łzy. 
- Masz - szturchnął mnie Dawid podając chusteczkę.
- Dziękuje, dziękuje że jesteś - szepnęłam w jego kierunku całując go w policzek.
- Chodź już czas - powiedział otwierając drzwi od auta.
Przed kościołem było wiele ludzi. Lecz do oczu od razu rzucił mi się Adrian.
- Przyjmij moje kondolencje - podszedł do mnie wypowiadając te słowa.
- Już nic się nie dało zrobić prawda ? - zapytałam wtulając się w jego ramiona.
- Przykro mi ale nie. Lekarze robili wszystko co było w ich mocy. A teraz chodź. Lepiej będzie jak wejdziemy już do środka - powiedział, a chwile potem zniknęliśmy gdzieś pomiędzy ludźmi.
Podczas mszy nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Gdy ksiądz poprosił mnie o parę słów. Zamarło mi dech w piersiach.Podeszłam do mikrofonu i zaczęłam mówić...
- Miesiąc temu dowiedziałam się , że Marcin jest chory na raka. Choroba z dnia na dzień postępowała co raz bardziej. I chodź podjął się operacji nie wykazała ona dobrych wyników. Marcin miał powikłania, przeżuty do serca i umarł. Z mojego życia odeszła bardzo ważna osoba. Każdy z was za pewne będzie wspominał go uśmiechniętego, a ja ? Ja zapamiętam go jako brata, który wniósł do mojego życia szczęście i radość.
- Tak to było piękne - powiedział ksiądz, a chwile potem trumna z Marcinem podniosła się. Wszyscy wyszliśmy z kościoła idąc za 4 mężczyzn niosących trumnę zmierzaliśmy w kierunku cmentarza. 
- Już pora się pożegnać siostrzyczko- usłyszałam głos Marcina wrzucając na trumnę garść piasku.
- Marcin ? - szepnęłam sama do siebie.
- Jesteś silna. Dasz sobie radę. Będę Cię pilnował tam z góry. Kocham Cię pamiętaj.
- Ja ciebie też. - pomyślałam patrząc się w niebo.
Po pogrzebie podchodziło do mnie wielu ludzi składając mi kondolencje, lecz żadne z nich nie rozumiało jak się czuje. 
- Chodź już do domu - powiedział Dawid gdy wszyscy poszli.
- Zostaw mnie samą proszę. Przyjdę potem do ciebie, ale w tej chwili chce być sama.
- Dobrze - wyszeptał całując mnie w policzek, a chwile potem zniknął w oddali.
- To już koniec ? - zapytałam zapalając znicz.
- On nigdy o Tobie nie zapomni - usłyszałam głos księdza.
- Myśli ksiądz ? 
- Tak za bardzo Cię kochał. - po tych słowach z moich oczy po raz kolejny poleciały łzy, a ksiądz odszedł jak wszyscy pozostali.

4 komentarze: