poniedziałek, 21 listopada 2011

Rozdział XXXVI

Rozdział XXXVI

Idąc w kierunku autobusu rozmyślałam o blondynie. Zastanawiał mnie fakt, że to akurat na mnie zwrócił swoją uwagę po wejściu do klasy, zastanawiał mnie fakt, że pomógł mi gdy Młody rzucił się na mnie z pięściami.
- Czyżby kolejna miłość ? A może kolejny frajer czekający na to by kogoś zranić ? - po głowie chodziło mi pełno myśli.
Wtedy poczułam na sobie czyjś wzrok.
- Czego ? - zapytałam odwracając się w stronę kumpeli, która najwyraźniej biegała za mną całą drogę, gdyż była bardzo zmachana.
- Emilia chodź szybko, chodź - krzyknęła po czym złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w kierunku szkoły.
- Ale..ej , a autobus ? - powiedziałam lekko zdezorientowana.
- Kuba, Młody no chodź...! - ponownie podniosła na mnie głos, ale tym razem wiedziałam, że Majka nie żartuje.
Biegnąc w stronę chłopaków wywaliłabym się chyba z trzy razy, jak nie więcej.
- Pieprzona zima. - skomentowałam w myślach, a następnie przyspieszyłam...
Po jakiś dwóch minutach byłyśmy już na miejscu. Przed szkołą panował straszny chaos, gdyż wszyscy zaczęli się właśnie rozchodzić.
- Majka tam. - szepnęłam do koleżanki, gdy tylko zobaczyłam blondyna leżącego na ziemi, a następnie obie podeszłyśmy do chłopaka klękając przy nim
- Żyjesz? - zapytałam.
- Nie...zrób mi usta, usta - odpowiedział udając martwego, przy czym zrobił " dzióbka "
- Chyba śnisz - skomentowałam wstając na proste nogi.
- Oj tam, oj tam. - powiedział, a następnie zrobił to samo
Dopiero gdy chłopak wstał zauważyłam, że ma podbite oko.
- Ej co się tak gapisz, aż tak źle ? - zapytał robiąc tą swoją minę " przede mną nic nie ukryjesz "
- Jesteś cały mokry, nie możesz się tak pokazać w domu...Pójdziesz do mnie. - zmieniłam temat, a Majka stanęła jak wryta.
- A jak mnie zgwałcisz ? - zaśmiał się podnosząc plecak z ziemi.
- Nie przejmuj się nie będzie tak źle. - odpowiedziałam spoglądając na Kubę, a następnie na kumpele.
- To ja żegnam was zboczeńce - odezwała sie Majka po czym odwróciła się i ruszyła w stronę szkoły.
Następnie oboje spojrzeliśmy na siebie znacząco i ruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego. Gdy autobus stanął przed moimi oczami i otworzyły się drzwi weszłam do środka, a zaraz za mną blondyn. 
- Może tutaj ? - zapytał wskazując na wolne miejsce na przodzie.
- Mhm - przytaknęłam siadając koło okna, a chwile potem poczułam jak chłopak rozpycha się na siedzeniu obok.
Jadąc autobusie prawie w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy, tylko od czasu do czasu spoglądałam na niego ukradkiem , dostrzegając ten szeroki uśmiech i oczy, które w tym momencie były przepełnione szczęściem. 
- Zimno Ci ? - zapytał gdy wyszliśmy już z autobusu.
- Z lekka, ale to niedaleko dam radę. - odpowiedziałam chowając ręce w kieszeniach od kurtki.
Wtedy spojrzałam na chłopaka zadając sobie jedno pytanie. 
- Co ten głupek znowu robi ?
- Masz - powiedział ściągając ze siebie kurtkę i okrywając mnie nią. 
- Zgłupiałeś przeziębisz się...
- Powiedziałaś, że to niedaleko - wtrącił ruszając na przód.
- Głupek - szepnęłam pod nosem. 
- Ej słyszałem - skomentował, a ja wtuliłam się z jego zimne ciało.
Kiedy byliśmy przed klatką nasze ciała rozdzieliły się, gdyż było nam trudno przejść przez frontowe drzwi.Następnie weszliśmy na schody i pokierowaliśmy się na piętro na którym znajdowało się moje mieszkanie.
- Otworzysz ? - zapytałam chłopaka podając mu klucze od mieszkania. 
- Nie boisz się, że z nimi ucieknę ? - zaśmiał się odbierając ode mnie klucze, a następnie wkładając do zamka.
- Daleko nie uciekniesz. Mam twoją kurtkę 
Wtedy zza naszych pleców rozległ się dźwięk otwierających drzwi od mieszkania Młodego w których stanął Marcin. Po jego minie można było wywnioskować, że nie jest w dobrym humorze...


tak więc no...kolejny rozdział za mną.
w sumie jestem ciekawa co wpadnie mi do tego łba.
mam wiele pomysłów na kolejny rozdział no ale. 
który wybrać ? 
eh...no nic zobaczymy : D
trzymajcie się cieplusio w te mroźne wieczory 
pozdrawiam : 
jesteśmojądefinicjąszcześcia


czwartek, 17 listopada 2011

Rozdział XXXV.

Rozdział XXXV

Trzy miesiące później...
Drogi pamiętniku minęły trzy miesiące od tego cholernego zdarzenia, i mimo iż minęło tak wiele czasu do tej pory nie umiem zapomnieć o tak ważniej osobie jaką był Dawid. Zmieniłam się jak to uważa Marcin, który cały czas wspiera mnie swoim męskim ramieniem. Przez pierwszy miesiąc po śmierci Dawida mieszkałam razem z rodzicami i babcią. Wiedziałam, że próbowali omijać mnie i mój czarny humor, lecz ja w tamtych chwilach potrzebowałam miłości jaką umieli darzyć swe dzieci tylko rodzice. No ale niestety nie otrzymałam tego...Po miesiącu wróciłam do swojego mieszkania, i choć było dla mnie rzeczą ciężką wróciłam także do szkoły. Pierwsze dni nie były kolorowe. Gdy tylko przekraczałam próg szkoły od razu zaczynały się ciche szepty i potajemne gadki. Każdy wzrok był skierowany w moim kierunku, no ale wróćmy już do rzeczywistości...
- Moi drodzy proszę otworzyć książki na stronie 78. - poinformowała nas nauczycielka ponownie wracając do pisania na tablicy.
Wtedy do sali wszedł nauczyciel, a zaraz za nim ciemnooki blondyn. Najpierw zaczął szeptać coś do nauczycielki, a następnie przemówił do nas.
- To jest Wasz nowy kolega Kuba. - powiedział wskazując na chłopaka.
- Tsa elo...- syknął chłopak po czym skierował wzrok na ziemię.
- Mam nadzieję, że przyjmiecie go jak najlepiej. Kuba przeprowadził się do nas niedawno i nasze miasto jest mu obce dlatego bądźcie dla niego wyrozumiali...
- A teraz Kuba usiądź proszę tam koło Emilii.- wtrąciła nauczycielka wskazując palcem na wolne miejsce w mojej ławce.
- No to będzie się działo - pomyślałam, gdy chłopak zaczął iść w kierunku ławki.
- Kuba jestem miło mi. - powiedział wyciągając rękę w moim kierunku, gdy tylko zasiadł obok mnie.
- Em...a ja Emilia. - syknęłam pod nosem wracając do czytania tego co zadała nam niedawno nauczycielka.
Pozostała część lekcji minęła tak szybko jak jej początek. Następnie przerwa, kolejne 6 lekcji kiszenia się w szkole, a kiedy wyszłam byłam najprawdopodobniej najszczęśliwszą osobą na świecie.Eh...do czasu...
- Młoda chodź no tu - usłyszałam znajomy głos, a gdy się tylko odwróciłam zauważyłam Młodego, którego dziś nie było w szkole.
- Czego chcesz ? - zapytałam spoglądając na chłopaka.
- Idziesz z nami do palarni ?
- Nie nigdzie nie idę. - odpowiedziałam chamsko ruszając przed siebie.
- Ej co jest ? - syknął łapiąc mnie za nadgarstek.
- To że już kolejny dzień ćpasz razem z Marcinem. Masz olewke na mnie i na wszystko co jest wokoło. Po cholere idziesz do palarni jak Twój pokój ją przypomina ? - krzyczałam patrząc się prosto w oczy Młodego.
Wtedy oboje zaczęliśmy się szarpać. Po chwili wylądowałam na ziemi, a oczy zapełniły się łzami. Podnosząc wzrok zauważyłam Mateusza, który w obecnej chwili kłócił się z Kubą.
- Zostaw ją w spokoju ! - krzyknął Kuba, a brunet odwrócił się i ruszył w kierunku kumpli. - Nic Ci nie jest ? - zapytał podając mi rękę abym wstała.
- Nie nic - odpowiedziałam, a następnie sama próbowałam wstać. - I z łaski swojej nie wtrącaj się gdyż nie wiesz o co chodzi. Nie znasz nas. - posłałam mu wrogie spojrzenie, a następnie pozostawiłam blondyna samego pośród białego puchu, który właśnie zaczął spadać z nieba.



No tak, tak wróciłam...
mam nadzieję, że spodobał Wam się mój powrót
i oczywiście ten rozdział <3
a co do bohaterki to jak widzicie jeszcze długo droga do miłości
no ale o tym przekonacie się w najbliższym czasie. 
pozdrawiam : 
jesteś moją definicją szczęścia.

Wróciłaamm : *

No i wracam...
Tak trudno żyć bez tego bloga, 
bez uczuć jakie tu wylewam i smutku jaki mi towarzyszy...
Dlatego oficjalnie i definitywnie wracam do Was Moi Kochani ; *
mam nadzieje, że spodobają się Wam dalsze losy bohaterki : 
pozdrawiam : 
jesteś moją definicją szczęścia ; *

środa, 5 października 2011

Rozdział XXXIV - ostatni.

Rozdział XXXIV

Dotknęłam jego zimnej dłoni próbując wyszukać pulsu, lecz nadaremnie. Spojrzałam przez okno wiedziałam, że to koniec. Koniec jego życia na tym świecie. Krzyczałam przy czym serce rozrywało klatkę piersiową. Łzy nie dawały mi zaczerpnąć powietrza. Powoli, ale skutecznie spadały po moich policzkach obijając się o ciało nie żyjącego chłopaka. Przytuliłam go ostatni raz zaciągając się zapachem jego perfum.
- Żegnaj - wyszeptałam wstając i odchodząc od łóżka, po czym pokierowałam się w kierunku drzwi. 
- Nie żyje. Zabiliście go.! - wykrzyczałam w twarz Adriana i pozostałych lekarzy stojących przed drzwiami. 
- Zadowoleni ? - zapytałam spuszczając wzrok i idąc dalej przez długi korytarz szpitalny. 
W myślach miałam tylko jego pytanie ' Dlaczego ? ' Kiedy wyszłam już z szpitala powędrowałam na najbliższą ławkę. 
- Nie mam siły, rozumiesz ? Nie mam siły. - krzyknęłam spoglądając w niebo. 
- On tego by nie chciał. Nie chciałby żebyś teraz się poddała. Pomyśl o nim - usłyszałam męski głos, a chwilę później przez łzy dostrzegłam znajomą mi postać, która usiadała obok mnie na drewnianej ławce.
- Dziwne, że o mnie jakoś nikt nie pomyślał, gdy odłączaliście tą cholerną aparaturę. Gdzie wtedy byłam ja i moje uczucia ? Pytam się gdzie ? On miał jeszcze szanse żyć, a wy mu tą szanse odebraliście. - szeptałam chowając głowę w podkurczonych nogach.
- Nie mogliśmy dłużej utrzymywać go przy życiu. Nie rozumiesz, że jego organizm nie walczył ? - zapytał.
- Nie, nie rozumiem. - odpowiedziałam chamsko przypominając sobie o najważniejszym. 
- Ja, ja muszę iść - powiedziałam pośpiesznie po czym wstałam z ławki i ruszyłam w stronę bloków.
- Emilia zaczekaj - krzyknął lekarz, lecz nie zwróciłam na niego uwagi i szłam dalej przed siebie. 
Po drodze zaczęłam się zastanawiać, co zrobić, jak się zachować, ale jednego byłam pewna musiałam z nim porozmawiać, nie było innego wyjścia.
- Marcin - szepnęłam, gdy zobaczyłam chłopaka na ławce pod blokiem.
- Emilia musimy pogadać - powiedział donośnym głosem wstając z ławki i idąc w moim kierunku. 
- Wiem musimy. - odpowiedziałam stając przed chłopakiem.
- Dawid on nie żyje - wyszeptałam ściskając pięści z bólu jaki towarzyszył memu sercu. 
- Ale jak to ? - zapytał z niedowierzaniem. 
- Zabiłeś go rozumiesz ? Zabiłeś ! Twoja chora miłość do mnie go zabiła. - zaczęłam walić go pięściami  po torsie. 
- Uspokój się - krzyknął przytulając mnie do siebie. 
Wtedy poczułam łzy, które obijały się o moją koszulkę. To były łzy Marcina. 
- Ej...- szturchnęłam jego ramię lecz ten nic nie odpowiedział. 
Wiedziałam ile go to bolało. Mimo wszystko w końcu wydusiłam z siebie parę słów. 
- Wiem, wiem, że jego życia już nic nie zwróci, ale pogódźmy się proszę. Mam dość tych bezsensownych kłótni. 
Po tych słowach poczułam jego ciepłe usta na moim policzku. 
- Kocham Cię siostra - wyszeptał przytulając mnie z całych sił. 




Koniec !

W ten oto sposób kończę z tym blogiem. 
Emm... chciałabym serdecznie podziękować Ani, Klaudi i Monice jesteście wielkie <3
No i oczywiście wszystkim pozostałym czytelniczkom i czytelnikom. 
Byliście ze mną przez tak długi czas, no ale pora sie rozstać. ; *
Jeśli zacznę pisać nowe opowiadanie z pewnością napiszę wam tu link. . . 
a tym czasem żegnam się z wami i mam nadzieje, że nie długo powiem dzień dobry : * 
pozdrawiam : 
jesteś moją definicją szczęścia <3




piątek, 16 września 2011

Rozdział XXXIII

Rozdział XXXIII

Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że wróżka miała racje. Jej słowa były dosłownym znaczeniem tego co miało niedługo się wydarzyć i tu nie można było zgłosić 'np', gdyż najzwyczajniej było już za późno...
Po akcji z rodzicami Dawida postanowiłam, że odpuszczę sobie wizyty w szpitalu. O stanie zdrowia szatyna dowiadywałam się telefonicznie od Adriana, lecz po informacjach jakie przekazywał mi z dnia na dzień nie można było wywnioskować niczego dobrego. Dawid już od tygodnia leżał w śpiączce co nie było dobrą oznaką.
- Emi obudź się, no obudź. - usłyszałam głos młodego.
Po tych słowach momentalnie zerwałam się z łóżka kierując na niego wzrok.
- Co się stało ? - zapytałam zaniepokojona.
- Adrian dzwonił. Chcą odłączyć Dawida od aparatury. Musimy tam szybko jechać. - mówił bardzo szybko co chwile machając rękami
- Ja..jak..jak to ? - wykrztusiłam w końcu z siebie po chwili ciszy.
- Ubieraj się słyszysz ! -krzyknął ciągnąc mnie w kierunku garderoby.
W tym momencie dotarło do mnie, że Mateusz nie kłamie. Ubrałam się szybko, umyłam i wybiegliśmy z domu.
- Nie mogę nie dam rady już - przystanęłam łapiąc oddech.
- Emi błagam Cię. Dawid on...no pospiesz się. - powiedział łapiąc mnie za rękę.
- Biegniemy - wyszeptałam i ruszyliśmy w kierunku szpitala.
Po jakiś pięciu minutach wbiegliśmy cali zdyszani do szpitala, a następnie pokierowaliśmy się do jego sali. Gdy weszliśmy do środka zastaliśmy tam Adriana i rodziców Dawida, którzy podpisywali jakieś papiery.
- Nie możecie - szepnęłam podchodząc do łóżka na którym leżał szatyn.
- Emilko on...sama widzisz. - odezwał się pan Robert ojciec chłopaka.
- Ja go kocham, nie pozwalam wam.On się zbudzi. Ja w to wierzę, chcę wierzyć - mówiłam ściskając dłoń nie przytomnego Dawida.  Po tych słowach wszyscy wyszli z sali zostawiając mnie samą. Wiedziałam, że to znaczyło tylko jedno. To był koniec. Czas było się pożegnać. Rozstać się na długi czas.
- Nie rób mi tego proszę. Nie odchodź. - mówiłam przez łzy wtulając się w jego tors.
Ta chwila była zdecydowanie najgorszą w moim życiu. Traciłam przyjaciela ze świadomością, że już nigdy go nie odzyskam, nie zobaczę. Jeszcze to ostatnie tchnienie, ostatni sztuczny oddech i aparatura odłączona, a w głowie tysiące pytań.
- Nieeee ! Błagam ! - krzyczałam z całych sił, płacząc przy tym jak małe dziecko.
- To tylko sen, to tylko sen - powtarzałam do siebie,lecz to nic nie dało. Nie zbudziłam się, nadal byłam w tym miejscu, w tym strasznym miejscu....



no i macie nowy wpis po tak długim czasie em.
jak zwykle nie wiem czy dobrze zrobiłam no ale niech 
tak zostanie ; P
swoje przemyślenia i propozycje co do dalszych rozdziałów 
możecie pisać w komentarzach.
pozdrawiam : jesteś moją definicją szczęścia ; *





czwartek, 1 września 2011

Rozdział XXXII

Rozdział XXXII

Stojąc przed drzwiami ogarnął mnie strach. Nie wiedziałam czy naprawdę tego chce, lecz mimo wszystko postanowiłam wejść. Przycisnęłam lekko klamkę, popchałam drzwi, a to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Do oczu momentalnie napłynęły mi łzy. Podeszłam bliżej....Dawid był w strasznym stanie. Przez bandaże przebijała się krew, a w mojej głowie było tylko jedno pytanie :
- Dlaczego...?
Zadając je uklękłam przy łóżku nieprzytomnego chłopaka i zaczęłam się modlić. Nie wiedziałam dlaczego to robię. Być może w tym momencie to on był jedynym ratunkiem ?

" Pamiętasz ?Pamiętasz jak Marcin leżał w szpitalu i mi pomogłeś ? Modlitwa mi pomogła. I wiem, że zwracam się do Ciebie tylko gdy czegoś potrzebuje, ale ty jesteś moim ostatnim wyjściem. Widzisz w jakim jest on stanie. Tylko ta aparatura trzyma go przy życiu, tylko... " - szeptałam spoglądając przez uchylone okno.

 Po chwili drzwi do sali otworzyły się, a w nich ujrzałam rodziców Dawida
- Proszę powiedz nam kto to zrobił. - odezwała się Pani Małgorzata (mama chłopaka)
- Ja...ja nie wiem - odparłam wstając na nogi.
- To przez Ciebie. Wynoś się ! - zaczął krzyczeć na mnie zapłakany ojciec.
- Jak to prze ze mnie ? - zapytałam spuszczając głowę.
- Zostawiłaś go, a teraz jeszcze to. Wyjdź !- ponownie krzyknął.
Po tych słowach pożegnałam się z Dawidem - całując go w policzek, a następnie minęłam stojącą parę i wyszłam. Nie przypuszczałam, że to właśnie mnie będą obwiniać za pobicie szatyna, lecz nie mogłam powiedzieć im prawdy. Marcin przez te ostatnie lata dostał już jeden wyrok w zawieszeniu, więc wolałam nie ryzykować. Idąc przez korytarz szpitalny mijałam wielu ludzi. Tak naprawdę dopiero tam dostrzegłam jak dużą ilość społeczeństwa dotyka choroba czy pech. Innymi słowy po prostu nieszczęście.
- Dziecko...- usłyszałam cichy szept staruszki, która stanęła na przeciwko mnie zagradzając mi drogę.
- Daj rękę. - powiedziała wyciągając ku mojej osobie własną dłoń.
Zgodziłam się, a wtedy starsza pani zaczęła mi wróżyć. :
- Widzę tu...- zawiesiła głos po czym zaczęła kontynuować :
- Wysokiego bruneta, który zamieszał w Twoim życiu i...mnóstwo problemów. 
- Wie pani ja się już do tego przyzwyczaiłam. - poinformowałam ją, próbując wymsknąć się z uścisku.
- Będzie trudno, lecz podołasz temu zadaniu tylko...odrób lekcje. - powiedziała poklepując moją dłoń, a następnie ruszyła przed siebie zostawiając mnie samą.
- Dziwne. - pomyślałam idąc ku frontowym drzwiom.



 no i macie kolejny rozdział.
no i mamy nowy rok szkolny o bosz...
czyli nowa szkoła, nowi ludzie itd.
oczywiście postaram się pisać tu regularnie,
lecz niczego nie obiecuje. 
mam nadzieje, że nowy rozdział się spodobał
jeśli jest taka możliwość kliknijcie 'podoba mi się'


sobota, 27 sierpnia 2011

Rozdział XXXI

Rozdział XXXI

Będąc w środku mój wzrok przykuły dwie postacie stojące obok siebie. To był Marcin z jakąś dziewczyną. Widać było, że nie zwracali uwagi na innych. On bawił się kosmykiem jej włosów. A ona ? Ona patrzyła się prosto w jego czekoladowe oczy. 
- Emi chodźmy - szepnął Młody obejmując mnie w pasie. 
Wtedy ruszyliśmy przed siebie.Pod salą spotkałam Maje, która rozmawiała właśnie przed telefon. Nie chciałam jej przeszkadzać więc usiadłam pod ścianą obok Mateusza. Po chwili na korytarzu rozległ się dźwięk dzwonka, który informował o rozpoczynającej się właśnie lekcji. Po drzwiami momentalnie znalazła się cała klasa, lecz nigdzie nie mogłam zauważyć Dawida. 
- Pewnie znowu pije pod blokiem - pomyślałam siadając w ławce, lecz moje rozmyślania rozwiała nauczycielka. 
- Jak widzicie Moi Drodzy dzisiaj nie jesteśmy w komplecie...
- Taa...nie ma Marcina chodź całował się z jakąś laską na korytarzu i nie ma...- wtrącił się Konrad.
- Dawida, który został pobity i leży w szpitalu- przerwała mu nauczycielka.
Po tych słowach cała klasa zamilkła, a ja chwyciłam za swoje rzeczy i wybiegłam. Dobrze wiedziałam dokąd mam biec i wbrew pozorom nie był to szpital .Zatrzymałam się przy blokach, rozglądając się za brunetem. Po pewnym dostrzegłam go w oddali - siedział na ławce zaciągając się szlugiem.
- Co mu zrobiłeś ? - zapytałam podchodząc bliżej.
- Komu ? 
- Dobrze wiesz o kogo mi chodzi - odparłam.
- Chciał się bić, więc oberwał. - powiedział łapiąc mnie za nadgarstek, a po chwili dodał :
- Jest już nikim.
- Tak jak ty braciszku - wyszeptałam wyrywając się z uścisku. Wtedy w jego oczach dostrzegłam złość. Podniósł rękę chcąc mnie uderzyć.
- No śmiało zrób to ! Uderz ! - krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po całym osiedlu. W oknach w jednej chwili pojawiło się mnóstwo ciekawskich osób, próbujących dostrzec jakąś sensacje.
- Jeszcze Cię dorwę - szepnął mi do ucha, a następnie odszedł. 
Popatrzyłam jeszcze chwilę za sylwetką chłopaka, która zanikała gdzieś pomiędzy blokami i sama ruszyłam w swoją stronę. Stronę szpitala. Będąc w środku natknęłam się na Adriana. 
- Ty pewnie do Dawida ?- zapytał lekko unosząc kąciki ust.
- Tak. Co z nim ? - odparłam.
- Jest w śpiączce. Ktoś go nie źle załatwił, a teraz idź już do niego . Sala sto jedenaście - powiedział.
- Dzięki. - szepnęłam, a następnie ruszyłam ku strasznie długiemu korytarzowi.
- Sala pięć...dwadzieścia...osiemdziesiąt trzy....sto.- po cichu mówiłam do siebie zerkając na każde drzwi które mijałam
- No i sto jedenaście. Nareszcie - odetchnęłam z ulgą gdy stanęłam przed właściwymi
drzwiami.     


tak więc no obiecałam, że dodam jeszcze w tym tygodniu i jest <3
mam nadzieje, że Wam sie spodoba. 
jeśli jest taka możliwość to kliknijcie podoba mi się. ; )
pozdrawiam : 
jesteś moją definicja szczęścia.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Rozdział XXX

Rozdział XXX

W środku nocy obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Zaskoczona zsunęłam się z łóżka zakładając na siebie szarą bluzę, którą miałam pod ręką i ruszyłam ku narastającemu dzwonkowi. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam znajomą mi postać.
- Co ty tutaj robisz, o tej porze ? - zapytałam kierując wzrok na chłopaka.
- Możemy pogadać ? - zwrócił się w moim kierunku siadając na schodach.
- Tak jasne, o co chodzi ? - zgodziłam, po czym usiadłam obok niego.
- Kocham Cię. - walnął z grubej wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.
Po tych słowach patrzyłam na młodego jak wryta. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, jak zareagować. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Po pewnym czasie wreszcie przemówiłam :
- A..., ale jak to ? - zapytałam z niedowierzaniem przytulając go do siebie.
- Głupi jestem wiem. Przychodzę do Ciebie w środku nocy i wyznaje Ci miłość...
- Nie jesteś. - zaprzeczyłam bawiąc się sznurkami od bluzy. Po chwili poczułam jego zimne ręce na moim ciele, a następnie zapach perfum pomieszanych z szlugami. Spojrzałam na sylwetkę chłopaka która zanikała w ciemności, po czym zbliżyłam się do niego. Wtedy złapał za podbródek kierując wzrok prosto na swoje niebieskie oczy.
- Kocham cię...- szepnął, a chwile potem nasze usta połączyły się.
- Zabieram cię stąd - powiedział biorąc mnie na ręce.
- Wariacie co ty robisz ? - cicho chichotałam, gdy weszliśmy do mieszkania obijając się o każdą z napotkanych ścian.
Nawet się nie spostrzegłam jak byliśmy już w sypialni. Mateusz lekko opuścił mnie na wielkie łóżko po czym sam położył się obok mnie.
- Obudziłem Cię, to teraz muszę Cię uśpić jutro szkoła - powiedział bawiąc się kosmykiem moich włosów.
Po tych słowach wtuliłam się w tors Młodego i zasnęłam jak małe dziecko...
Następnego dnia rano obudził mnie ciepły i troskliwy głos chłopaka informujący o śniadaniu. Dość długo jeszcze leżałam w łóżku przeciągając się we wszystkie strony, po czym wstałam i ruszyłam do łazienki, a następnie garderoby. Po paru minutach siedziałam już przy stole w kuchni zajadając się tostami z serem.
- Dziękuje - wyszeptałam łapiąc zimną dłoń Mateusza.
- Przestań to tylko tosty - zaśmiał się wstając od stołu.
Po zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w kierunku szkoły. Idąc przez park gadaliśmy o wczorajszej nocy. Po chwili poczułam jak nasze ręce splatają się. Spojrzałam na chłopaka po czym ścisnęłam z całej siły jego dłoń.
- Ejj...siłacz chcesz się bić ? - cicho zachichotał próbując mnie połaskotać.
- Nic z tego. Ja już wygrałam - powiedziałam dając mu buziaka w policzek, a następnie oboje weszliśmy do budynku zwanego szkołą.


 Rozdział miał być później owszem, 
ale ze względu na Was postanowiłam zmobilizować siły i dodać go wcześniej.
Jestem tego świadoma, że rozdział jest nudny, 
ale tak jak mówiłam wcześniej - wypaliłam się : (
(następny prawdopodobnie ukaże się jeszcze w tym tygodniu : *)
pozdrawiam : 
jesteś moją definicją szczęścia

niedziela, 7 sierpnia 2011

Rozdział XXIX

Rozdział XXIX

Dość długo stałam jeszcze wpatrzona w jego czekoladowe oczy po czym ruszyliśmy w stronę domu.
Podchodząc do ławki na której siedział młody z Konradem zauważyłam jeszcze jedną osobę.
- Dawid - szepnęłam, gdy rozpoznałam chłopaka.
- Czemu bawisz się moimi uczuciami ? Kogo kochasz ? - walnął z grubej wbijając wzrok w moje niebieskie tęczówki. Marcin zrobił to samo siadając na ławce koło chłopaków. Natomiast ja stałam wpatrując się w ziemie.
- Kocham was obojgu, ale nie potrafię między wami wybierać. - powiedziałam kierując wzrok na Dawida, a później na Marcina.
- Więc jak mamy rozumieć Twoje gesty, słowa ? - zapytał brunet.
- Ich będzie co raz mniej, gdyż nie chce was już ranić. - odpowiedziałam, a po chwili poczułam jak po policzku spływa łza.
- Te dwa dni dały mi dużo do myślenia. Muszę nauczyć się od nowa żyć...i kochać, ale już nie was.
Wtedy oboje spojrzeli na mnie pytająco.
- Tak będzie lepiej dla nas wszystkich. - powiedziałam po czym zaczęłam odchodzić. Wtedy poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam Konrada.
- Chcesz pogadać ? - wyszeptał.
- Nie dzięki - odpowiedziałam kiwając głową.
Gdy weszłam do mieszkania zasiadłam za białym stołem w kuchni odpalając świeczki. Chwile potem zadzwoniłam do Kai po lekcje i też nimi zajęłam się przez najbliższe trzy godziny. Po skończeniu zrobiłam sobie herbatę zasiadłam na parapecie w sypialni i włączyłam na fulla Słonia. Zastanawiałam sie nad dalszym życiem, lecz moje myśli rozwiał dźwięk dzwonka do drzwi. Zeszłam z parapetu i powędrowałam je otworzyć.  Spojrzałam przez lupkę, lecz nikogo nie zauważyłam .
- Może mi się zdawało - pomyślałam, ale mimo wszystko otworzyłam drzwi.
- Buuu ! - ktoś krzyknął.
- Zwariowałeś debilu - powiedziałam spoglądając na młodego.
- Wybacz ale nie mogłem się powstrzymać. Zachciało mi się spaghetti no, a jak wiesz ja nie umiem gotować. Dlatego też kupiłem wszystko co potrzeba i przyszedłem do Ciebie z taką małą prośbą...- mówił patrząc się na mnie błagająco.
- Właź - uśmiechnęłam się do Mateusza wskazując ręką na mieszkanie.
Przez następne 40 minut robiliśmy spaghetti , śmiejąc i wygłupiając się przy tym jak małe dzieci.
- No gotowe - powiedziałam kładąc na stole dwa talerze z daniem.
Wtedy młody zaczął się śmiać. Patrzyłam na niego jak na idiotę nie mając pojęcia o co mu chodzi.
- Jesteś tu brudna - powiedział wcierając z mojego policzka sos.
- No ale śmiesze - powiedziałam pod nosem idąc łazienki obmyć twarz.
Po paru minutach zasiadłam obok niego zajadając się spaghetti.
- Dziękuje - powiedział okładając talerz na bok po skończeniu.
- To ja dziękuje. Wiem, że umiesz robić spaghetti i,że nie jesteś głodny bo prawie nic nie zjadłeś.Wiem również, że zawsze mogę na Ciebie liczyć i tak na prawdę za to Ci dziękuje - wyszeptałam wystawiając język. 
Młody spojrzał na mnie z uśmiechem od ucha po ucha, po czym poinformował mnie, że musi już iść bo robi się późno.
- No siema. - powiedziałam, a chwile potem usłyszałam jak drzwi za Mateuszem zamknęły się.
Wtedy powędrowałam do sypialni rzucając się na wielkie łóżko. Wyciągnęłam stary rodzinny album i zaczęłam przeglądać zdjęcia z dzieciństwa. Zatrzymałam się na zdjęciu z dziadkiem.
- Dlaczego odszedłeś ? Jak mam sobie radzić w życiu ? - zaczęłam krzyczeć przez łzy spoglądając mimowolnie na niebo, które w tym momencie było rozjaśnione przez gwiazdy.
- Tęsknie. - wyszeptałam spoglądając na najjaśniejszą z nich.



doszłam do wniosku, że jeśli Emilia będzie z 
którymś z panów chodzi mi tu Marcina czy Dawida zawsze
któraś z was będzie nie zadowolona.Dlatego też 
szykuje coś niezwykłego i mam nadzieje, że dogodzę każdej z was <33
pozdrawiam  :
jesteśmojądefinicjąszczęścia.

środa, 3 sierpnia 2011

Rozdział XXVIII

Rozdział XXVIII

Po tym sms-ie jeszcze długo siedziałam w milczeniu po czym wykręciłam numer do Marcina z nadzieją, że odbierze, lecz nadaremnie. Ruszyłam, więc w kierunku naszego osiedla na, którym ostatnio przesiadywał z nowymi kumplami. Idąc przez park zobaczyłam Adriana. Nie zamierzałam z nim rozmawiać wiedziałam, że jak zawsze będzie robił te mądre rady nad którymi później zastanawiałam się godzinami.
- Emilia zaczekaj - usłyszałam głos mężczyzny.
- Cholera - szepnęłam sama do siebie.
- Co jest ? Czemu się nie odzywasz ? Co z Marcinem ? - zapytał, gdy był już bliżej.
- Bierze koke od dilerów. Nie oddaje im kasy, a teraz wybacz spieszę się. - powiedziałam.
- W jego sercu tkwi dobro, lecz tylko ty możesz je z powrotem ujawnić na światło dzienne - usłyszałam jego krzyki, gdy byłam już dalej.
Kucnęłam zaczęłam się zastanawiać dlaczego akurat ja ? Każde z tych słów miało osobne znaczenie lecz razem tworzyły jedność. " Lecz tylko ty możesz " " W jego sercu tkwi dobro " " "Ujawnić je na światło dzienne " powoli zastanawiałam się nad każdym urywkiem zdania.
- Ale jak ? - pomyślałam.
Wtedy do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Wstałam, odwróciłam się, lecz Adriana już tam, nie było. Ruszyłam więc przed Siebie. Jakieś 10 minut później byłam już na osiedlu. Podeszłam do chłopaków , którzy tak jak się spodziewałam siedzieli na ławce sącząc kolejne piwo.
- Możemy pogadać ? - rzuciłam w kierunku Marcina. Ten przytaknął głową i odeszliśmy na bok.
- Ile potrzebujesz  ? - zapytałam.
- 300 zł - odpowiedział spoglądając w ziemie.
- Dam Ci je, ale obiecaj, że przestaniesz. Inaczej zniknę z Twojego życia tak jak rok temu - wyszeptałam.
Brunet popatrzył się na mnie z niedowierzaniem.
- Nie możesz - powiedział łapiąc mnie za rękę.
- To mnie zatrzymaj - szepnęłam zbliżając się do niego.
Chwile potem poczułam bicie jego serca i oddech.
- Kocham Cię - zdążył powiedzieć zanim nasze usta połączyły się.
Wybrałam decyzja zapadła. Moje życie po raz kolejny zmieni się o 360 stopni, ale to było do przewidzenia. W końcu każdy dzień na tym świecie jest zagadką, każda godzina czymś niewiadomym, a minuta czymś zaskakującym, o sekundach nie wspomnę.
- Zacznijmy od początku - wyszeptałam.
- Dobrze - odpowiedział splatając nasze dłonie po czym pociągnął mnie za sobą. Szliśmy dość długo, lecz dobrze wiedziałam dokąd zmierzamy. Po pewnym czasie wyszliśmy na plaże. To tutaj wszystko się zaczęło. Pierwsze spacery, sekrety i ta skrywana miłość do drugiej osoby. W tym miejscu wydarzyło się tak wiele, że nie sposób tego wszystkiego spamiętać. 
- Będzie tak jak dawniej obiecuje. - powiedział przytulając mnie.
- Nie chce żeby był tak jak dawniej. Chce żeby wszystko poszło w niepamięć. Chce Cię kochać i nie opuszczać, aż do śmierci - wspięłam się na palcach ku górze po czym wyszeptałam mu do ucha.
- Tęskniłem - powiedział całując mnie w policzek. 




Ehh no i przesłodziłam.
Ciągle zmieniam plany do do Emilii, ale koniec z tym. 
Zostaje tak i już : P 
chcieliście to proszę...
love forever <3
(przepraszam, że taki krótki )

sobota, 30 lipca 2011

Rozdział XXVI

Rozdział XXVII

Następnego ranka obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Zwlekłam się z łóżka sprawdzając godzinę, była szósta rano. Podeszłam do drzwi. Otwierając je zwaliło mnie z nóg.
- Co Ci się stało ? - zapytałam, gdy przed moimi oczami stanął zakrwawiony brunet.
- Nie dałem im kasy za koke, więc mnie skopali. - usłyszałam głos Marcina.
- Ile ? - zapytałam opierając się o ścianę.
- Nie ważne - odpowiedział siadając na schodach.
- Marcin przychodzisz do mnie cały zakrwawiony. Pobili Cię bo bierzesz od nich koke, a ty mi mówisz, że nie ważne ?
- Ja już pójdę. - powiedział, a chwile potem wstał i zaczął schodzić.
- Czekaj - szepnęłam łapiąc go za nadgarstek.
Brunet odwrócił się w moją stronę kierując wzrok na koszulkę, o którą obijały się spadające łzy.
- Ja nie wiem dlaczego przyszedłem. Może chciałem poczuć zapach Twoich perfum pomieszanych z szlugami. Może zatęskniłem za Twoim uśmiechem i tymi ustami.- wyszeptał przyciągając mnie do siebie, a chwile potem musnął lekko moje usta.
- Ja nie mogę - szepnęłam
- Codziennie dajesz mi nadzieje. Mówiłaś, że nie wrócisz - wróciłaś. Mówiłaś, że z nami koniec, a ja ci mówię, że to dopiero początek - powiedział po czym wypuścił mnie ze swoich objęć i odszedł.
Nie zatrzymywałam go. Usiadłam na schodach i wsłuchiwałam się w bicie własnego serca. Po policzku powoli spływały łzy, a bezradność nie dawała im przestać. Po raz kolejny poczułam jak wali mi się życie. Owszem z jednej strony kochałam Dawida, ale z drugiej strony był Marcin. To było pewne ten medal miał dwie strony, lecz którą ja miałam wybrać ? Wtedy poczułam na Sobie czyjś wzrok. Obok mnie usiadła znajoma mi osoba. Spojrzałam na nią,  a później opuściłam głowę w dół. Chłopak siedział obok mnie milcząc, po czym wyciągnął paczkę szlug z kieszeni i podał mi jednego z nich. Odpaliłam go i zaciągnęłam się dopuszczając dym do płuc. 
- Odpuść ich Sobie obojgu - usłyszałam Mateusza, który powoli odchodził.
Ja również wróciłam do domu. Złapałam za telefon sprawdzając godzinę była siódma. Za godzinę zaczynała się pierwsza lekcja, lecz postanowiłam, że i tego dnia nie pójdę do szkoły. Wzięłam długą kąpiel ubrałam ulubiony dres i usiadłam z kubkiem gorącego kakao na parapecie w sypialni. Spoglądałam przez okno na ludzi, którzy spieszyli się do szkoły czy pracy. Moją uwagę przykuła pewna para. Widać było, że się kłócili, w oczach dziewczyny widziałam zmieszanie, natomiast chłopak miał w oczach łzy. Uchyliłam lekko okno, gdyż na dworze było dość ciepło. Wtedy usłyszałam czyjś krzyk : 
- Wybieraj albo ja albo on. 
Spojrzałam na dziewczynę - przykucnęła. Dobrze wiedziałam w jakiej sytuacji się znalazła. Dobrze znałam ten ból i lęk przed tym, że po wyborze możne stracić jednego z nich. 
- Mateusz ma racje - powiedziałam sama do siebie schodząc z parapetu, i zmierzając w kierunku garderoby. Założyłam na siebie siwą bluzę, ciemne rurki i czarne conversy. Po drodze złapałam jeszcze tylko za telefon i wyszłam. Nie miałam pojęcia do kąt zmierzam. Szłam przed siebie. Po pewnym czasie usiadłam na jakiejś ławce w nieznanej mi dzielnicy.
- Nie powinnaś być tu sama - usłyszałam z tyłu męski głos.
- Teraz już nie jestem, czego bardzo żałuje. Mógłbyś mnie zostawić ? - zapytałam odwracając się w stronę mężczyzny, lecz jego już za mną nie było. 
- Dziwne - pomyślałam wyciągając z kieszeni telefon, który właśnie powiadomił mnie, że dostałam sms-a.
" Emilia tu Radek uświadom Marcina, że chciałbym w końcu siano za kokę. 
Pozdrawiam jego ulubiony diler. " 

Ta wiadomość zdecydowanie wybiła mnie z równowagi. Nie wiedziałam co tak na prawdę mam już o tym wszystkim myśleć.



mówiłam że się nie poddam, 
ale prawda jest taka , że już dawno bym się poddała
gdyby nie Ania <3 
dziękuje Ci :*

środa, 27 lipca 2011

Rozdział XXVI

Rozdział XXVI

Tamtego wieczoru zasnęłam w objęciach młodego. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, gdyż był przy mnie gdy tego potrzebowałam.
- Wstawaj śpiochu - obudził mnie jego głos.
- No dobra już, dobra. - wyszeptałam schodząc z łóżka.
- Idź się ubieraj i idziemy do szkoły - powiedział pakując moje książki.
Po paru minutach byłam już gotowa. Zabrałam tylko śniadanie, które przygotował mi Mateusz i wyszliśmy. Wychodząc z budynku zauważyłam Marcina, który stał z jakimiś chłopakami zaciągając się szlugiem.
- Przecież ty nie palisz - podeszłam do niego wyrywając mu papierosa.
- Mała wyluzuj - usłyszałam nieznajomy mi głos.
- Jakiś problem ? - zapytałam kierując wzrok na chłopaka.
- Może ty mi powiesz. - odpowiedział równie chamsko.
Popatrzyłam mu się prosto w oczy po czym naplułam mu na koszulkę. Tak tego zachowania żaden ze stojących osób się nie spodziewał, lecz wszyscy dobrze wiedzieli, że moje kłopoty dopiero się zaczęły. Nie zamierzałam uciekać dobrze znałam te klimaty, tych ludzi.
- Przeginasz. Myślałem, że chociaż trochę się zmieniłaś - powiedział wyciągając rękę po chusteczkę, którą właśnie wyciągałam z torby.
- A ja myślałam, że nie wciągniesz w to Marcina.
- Chodźmy do szkoły - usłyszałam głos młodego, który przerwał nam rozmowę.
Po tych słowach wszyscy w milczeniu ruszyliśmy w kierunku szkoły, lecz po chwili zdecydowaliśmy, że wrócimy na osiedle.
- Za 10 minut na dole - odezwał się Marcin, po czym każdy rozszedł się w swoją stronę.
Po 15 minutach, jak zawsze spóźniona zeszłam na dół gdzie czekała na mnie już cała ekipa.
- Dłużej się nie dało ? - zapytał znajomy mi chłopak.
- Ty też masz jakiś problem ? - zapytałam z uśmiechem na twarzy podchodząc bliżej.
- Dobra księżniczko już spokój, ja nie chce dostać śliną. - zaśmiał się.
- Konrad - krzyknęłam rzucając mu się na szyje.
- Ona na każdego z was tak skakała. ?  - zapytał śmiejąc się, przy czym przytulał mnie co raz mocniej.
Tak niezmiernie tęskniłam za tymi ludźmi.
- No to ekipa w komplecie - powiedział młody, po czym usiedliśmy na ławce.
Siedzieliśmy wszyscy do momentu, w którym przed oczami nie pojawił się Dawid.
- Powinnaś z nim pogadać - powiedział Marcin, a chwile potem wszyscy odeszli.
Patrzyłam się na szatyna, który zmierzał w moją stronę. Słyszałam jego każdy krok, a po chwili poczułam jego bicie serca i oddech. Wtuliłam się w jego ramiona jak małe dziecko szukające schronienia. W tym momencie byłam w stanie wybaczyć mu wszystko. Każdą nie przespaną noc, ból i lęk.
- Ja Cię nie zdradziłem. To był tylko głupi pocałunek to ona... - mówił szeptem patrząc mi się prosto w oczy.
- Wiem - przerwałam, po czym lekko musnęłam jego usta.
W oddali usłyszałam okrzyki, lecz nie zważałam na nie chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie, lecz zastanawiał mnie jeden fakt dlaczego to akurat Marcin kazał mi porozmawiać z Dawidem.
- Przepraszam - usłyszałam czuły i troskliwy szept szatyna.
- Wybaczam - powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha.







Moi Drodzy w zmobilizowaniu sił pomogły mi dwie osoby, 
którym bardzo dziękuję.
Ania <3
Klaudia<3 
 Nie poddam się już, nie mam mowy.
ołł noł <3

wtorek, 26 lipca 2011

Rodział XXV

Rozdział XXV.


Był poniedziałek Mateusz tak jak obiecał przyszedł po mnie rano.
- Idziemy ? - zapytał, gdy otworzyłam drzwi.
- Tak pewnie - powiedziałam łapiąc za torbę zmierzając przy tym w kierunku wyjścia.
Podczas drogi do szkoły spotkaliśmy Marcina, który przez cały ten czas biegł za nami, no ale byliśmy tak zajęci sobą, że nie usłyszeliśmy jego krzyków. Gdy weszliśmy do szkoły rozeszliśmy się do swoich klas. Marcin w inną stronę, my w inną.
- Kochasz go ? - zapytał młody, kiedy Marcin odszedł.
- On jest przyjacielem, tak jak ty - powiedziałam przyspieszając kroku, lecz momentalnie zwolniłam. To co zobaczyłam bardzo mnie zabolało. Od tyłu poczułam zimne dłonie Mateusza, który prosił bym odeszła, bym na to nie patrzyła, lecz ja nie mogłam. Podeszłam w kierunku całującej się pary.
- To koniec z nami - wyszeptałam przez łzy w kierunku Dawida i odeszłam.Widziałam zakłopotanie w jego oczach, lecz nic nie zrobił by mnie zatrzymać.
- Będzie dobrze - powiedział Mateusz przytulając mnie z całych sił. Wtedy zadzwonił dzwonek informując nas o tym, że właśnie zaczyna się lekcja. Oboje podeszliśmy pod salę, a następnie usiedliśmy w ostatniej ławce koło okna.
- Emila nic Ci nie jest ? - zapytał mnie nauczyciel.
- Wszystko w porządku. Trochę boli mnie głowa, ale zaraz przejdzie. - poinformowałam nauczyciela spoglądając w kierunku Dawida, który w tym momencie siedział ze spuszczoną głową. Gdzieś w połowie lekcji dostałam złożoną karteczką, na której było napisane moje imię. Rozejrzałam się po klasie, następnie spojrzałam na Mateusza, który spoglądał na mnie pytająco.
- Od kogo ? - szepnął.
- Nie wiem - odpowiedziałam otwierając kartkę.
" Ja nie wiem dlaczego to zrobiłem. Emilia proszę wybacz mi. Ona nic nie znaczy. Dawid " - przeczytałam w myśli po czym podałam kartkę młodemu. Ten momentalnie wziął do ręki długopis i napisał coś po drugiej stronie kartki.
- Przepraszam mogę podać coś koledze ? - zapytał nauczyciela, a ten zgodził się ponownie wracając co swojej czynności czyli pisania na tablicy.
- Co mu napisałeś ? - zapytałam, gdy młody wrócił do ławki.
- Napisałem mu, żeby się od Ciebie odwalił. - powiedział łapiąc mnie za rękę.
W szkole nie miałam ochoty z nikim gadać, całe przerwy przesiadywałam w objęciach Mateusza, które w tym momencie były dla mnie schronieniem.  Po paru godzinach byliśmy już w drodze do domu.
- Przyjdę jutro po Ciebie - oznajmił mi Mateusz, gdy staliśmy już przed mieszkaniem.
- Dobrze. - odpowiedziałam całując do w policzek na pożegnanie.
Wchodząc do mieszkania poczułam zapach perfum Dawida. Weszłam do salonu, gdzie siedział szatyn zaciągając się szlugiem.
- Możemy pogadać ?- zapytał zaciągając się papierosem.
- Co ty tutaj robisz ? Wynoś się - zaczęłam krzyczeć. Wtedy do mieszkania wpadł Mateusz. Zaczął szarpać Dawida po czym wyrzucił go za drzwi.
- Mała nie płacz - prosił mnie, lecz ja nie mogłam przestać. 
Myśli nie dawały mi spokoju. Wszystko było takie sztuczne i nie możliwe, a jednak miało miejsce.




Moi Drodzy zawieszam., ! 
nie dlatego, że są wakacje. 
Tak na prawdę mam je gdzieś.
Zawieszam, gdyż moje opowiadania są z rozdziału 
na rozdział coraz gorsze.
nie umiem już odnaleźć w nich prawdziwej Siebie.
trzymajcie się  :
jestesmojadefinicjaszczescia :*

poniedziałek, 25 lipca 2011

Rozdział XXIV

Rozdział XXIV

Następnego dnia rano obudził mnie głos Dawida, informujący o śniadaniu.
- Wszystkiego najlepszego kochanie - powiedział, po czym lekko musnął moje usta.
- Dziękuje - odpowiedziałam, odbierając od niego tacę ze śniadaniem. 
Na talerzu znajdowały się naleśniki z dżemem i pomarańczowy sok.
Po chwili do pokoju weszła babcia z bukietem róż. Oboje zaśpiewali mi sto lat, a wtedy drzwi do ponownie otworzyły się. U progu zobaczyłam znajomą mi parę osób. To byli rodzice. Nie mogłam w to uwierzyć. Momentalnie wyleciałam z łóżka i rzuciłam się im na szyje.
- Wróciliśmy - powiedzieli oboje wręczając mi małe pudełeczko. 
Stałam jak wryta nie dowierzając, że są obok mnie. Patrzyłam na łzy, które spadały po policzku mamy , lecz chwile potem i tata zaczął płakać. 
- No otwórz - powiedział przez łzy wskazując na pudełeczko. 
Gdy otworzyłam pudełko ujrzałam w nim klucze. Te same klucze co 9 lat temu. Wspomnienia wróciły.
- Czy...? - zapytałam.
- Tak kupiliśmy to mieszkanie dla Ciebie. Jest odremontowane. Możesz się tam wprowadzić.- powiedziała mama.
Popatrzałam się na szatyna, a ten podszedł do mnie splatając nasze dłonie.
- Kiedy ? - ponownie zapytałam.
- Masz już spakowane ubrania - powiedział Dawid. 
- Ty wiedziałeś ? 
- To on sprowadził tu rodziców.-usłyszałam głos babci.
- Dziękuje - powiedziałam całując go w policzek.
- Chodźmy. Zabierzcie walizki i pojedziemy zobaczyć mieszkanie. - powiedział tata.
- Poczekajcie na mnie tylko się ubiorę. - krzyknęłam lecąc do garderoby. 
Po paru minutach siedziałam już w aucie, które było zapakowane bo same brzegi. Gdy weszliśmy do mieszkania zamurowało mnie. Przedpokój był koloru beżowego znajdowało się w nim duże lustro i szafka na buty. Następnie weszłam do kuchni,salonu, łazienki, garderoby i sypialni. Nic nic nie wyglądało tu tak samo.
- Podoba Ci się kochanie ? - zapytał Dawid.
- Tak - szepnęłam z niedowierzaniem. 
Po paru godzinach wyszli rodzice, a razem z nimi Dawid. Sama też postanowiłam, że wyjdę odwiedzę starych znajomych. Wychodząc z bloku spotkałam Marcina. Przyspieszyłam kroku, lecz po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Zostaw - krzyknęłam po czym dodałam.
- Idź Sobie do Malwiny w końcu to ona teraz jest ważniejsza. Ta bransoletka była najważniejszym prezentem w moim życiu, a ty tak po prostu dałeś ją innej. 
- Ale ja...
Przerwałam mu uwalniając się z uścisku. Zaczęłam biec z całych sił. Wbiegłam w tłum ludzi, którzy znajdowali się w centrum.Między nimi czułam się bezpieczna nie wiedząc czemu. Po paru minutach tłum rozszedł się, a ja znowu zostałam sama. 
- Czas wrócić do domu - pomyślałam zmierzając w kierunku osiedla.
- Emi - usłyszałam znajomy głos ,gdy chciałam wejść mieszkania.Odwróciłam się i zobaczyłam Mateusza.
( Mateusz to mój dawny kumpel,gdy wyprowadziliśmy się straciłam z nim kontakt. )
- Młody - krzyknęłam rzucając mu się na szyje. Po pewnym czasie usiedliśmy na schodach przed blokiem i zaczęliśmy rozmawiać.
- Jak by coś to wpadnij. - uśmiechnął się kusząco, a potem pocałował mnie w policzek.
- No daleko nie mam - zaśmiałam się wskazując na drzwi, które znajdowały się na przeciwko moich, i weszłam do mieszkania. Usiadałam przy biurku i zaczęłam odrabiać lekcje, lecz czynność tą przerwał mi dźwięk dzwonka do drzwi. Otwierając je ujrzałam Mateusza.Stał z wielkim misiem i różą.
- Wszystkiego najlepszego. - powiedział.
- Dziękuje - odpowiedziałam próbując go przytulić, lecz wielkość misia nie pozwalała mi na to.
Cicho zachichotaliśmy oboje po czym weszliśmy do mieszkania. Usiedliśmy w kuchni i przy kubku herbaty odrobiliśmy moje lekcje. 
- Dziękuje za wszystko - powiedziałam odprowadzając go w kierunku drzwi.
- Przyjdę jutro po Ciebie mała - uśmiechnął się i zaczął powoli naciskać klamkę.
- Ale ty przecież nie chodzisz do nas do szkoły. 
- Ty chyba słuchać i czytać nie umiesz. Chodzimy razem co klasy. - zaśmiał się. 
- Ta ? Yyy no wiesz...takie ciacha mamy w klasie, że odlatuje w czasie lekcji.
- No ja wiem, że mamy, ale numer jeden stoi przed Tobą - po tych słowach oboje zaczęliśmy się śmiać. 
- Idź już ciacho do domu - pospieszyłam go, a ten otworzył drzwi. Pocałował mnie jeszcze w policzek na pożegnanie i wyszedł. 
Zaraz po tym, gdy drzwi od mieszkania zamknęły się za Mateuszem poszłam wziąć długą kąpiel, a następnie położyłam się z nadzieją, że zasnę , lecz nadaremnie. Po paru minutach leżenia usłyszałam dźwięk nadchodzącego sms-a.
" Czekam na ławce przed blokiem proszę przyjdź. " - przeczytałam w myśli.
Momentalnie zerwałam się z łóżka założyłam na siebie ciemne rurki, bluzę i wyszłam. Na ławce zobaczyłam Marcina. Bawił się bransoletką, którą poznałabym wszędzie. Nie było już odwrotu trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Usiadłam obok niego milcząc. 
- Nie wiem dlaczego dałem jej tą bransoletkę. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - szeptał patrząc się w ziemie.  Wtedy po moim policzku poleciała łza. Chciał przytulić mnie do Siebie, lecz odepchnęłam go. 
- Przepraszam nie chciałam.- powiedziałam wtulając się w jego ramiona. 






nie wiem czy dobrze zrobiłam pisząc , aż taki długi rozdział.
nie wiem czy dobrze zrobiłam, że Emilia wybaczyła Marcinowi. 
pozostawiam to już waszej ocenie : )
klikamy podoba mi się :**

sobota, 23 lipca 2011

Rozdział XXIII

Rozdział XXIII

Rok później...
" Żegnaj " - to słowo chodziło za mną dość długi czas.
- Otrząśnij się - powiedziałam pewnego wrześniowego wieczoru. Było dość ponuro, a o okna obijały się liście właśnie spadające z gałęzi drzew.
- Mogę ? - zapytał Dawid uchylając drzwi.
- Tak pewnie - odpowiedziałam próbując wymusić uśmiech.
- Ubieraj się i idziemy do kina - powiedział po czym musnął lekko moje usta na przywitanie.
- Mmm...
- Nie marudź tylko szoruj do garderoby.
Po 10 minutach stałam już przed nim ubrana w czarne rurki, kolorowy top i niebieskie conversy.
- Idziemy - powiedziałam w jego kierunku łapiąc za torbę.
Wyszliśmy z domu zmierzając w kierunku kina. Podczas drogi dużo rozmawialiśmy o tym wszystkim co wydarzyło się ostatnimi czasy i co już nigdy się nie wydarzy. W pewnym momencie Dawid stanął przede mną zagradzając mi drogę. Spojrzał mi prosto w oczy...
- Kocham cię - szepnął , a chwilę potem nasze usta połączyły się. Po tych słowach dobrze wiedziałam, że jestem bezpieczna. Po tym pocałunku wiedziałam, że mam na kogo liczyć. Wchodząc do centrum handlowego moją uwagę przykuła pewna postać, a raczej dwie. To był Marcin całował się z jakąś dziewczyną, która miała na ręce tą samą bransoletkę co ja jeszcze rok temu.
- Chodźmy stąd - powiedziałam w kierunku Dawida, a ten momentalnie złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
- Kochanie ej... - powiedział kierując mój wzrok na siebie.
- Kocham Cię. Ty mnie nie zostawisz prawda ? - zapytałam wtulając się w jego tors.
- Nigdy za bardzo Cię kocham. - odpowiedział całując mnie w czoło.
W tym momencie z CH wyszedł Marcin z dziewczyną. Przyjrzałam się jej uważnie, lecz po chwili żałowałam. 
- Malwina - szepnęłam.
- Co ty gadasz to nie możliwe - powiedział, lecz po chwili dodał :
- A jednak.
(Malwina to moja była przyjaciółka. Była zazdrosna, że poświęcam więcej czasu Marcinowi dlatego przestałyśmy się przyjaźnić.)
Po chwili poczułam jak po moim policzku spływa łza.
- Przecież oni się nienawidzili.
- Czas zmienia wszystko jak widać - podsumował Dawid po czym objął w pasie.
- Nie wyobrażam sobie jutrzejszych urodzin. 
- Ej mała nic, i nikt Ci ich nie zepsuje. Obiecuje - wyszeptał.
- Chodźmy do domu. Nie mam ochoty na kino. - poprosiłam szatyna , a ten bez chwili namysłu zgodził się. Gdy dotarliśmy do domu położyliśmy się na łóżku i oboje zasnęliśmy. 


ten rozdział był zmieniamy miliony razy.
do tej pory nie wiem czy dobrze zrobiłam.
klikamy Podoba mi się <3
pliss <3

czwartek, 21 lipca 2011

Rozdział XXII

Rozdział XXII


Po chwili poczułam jak Dawid puszcza moja rękę.
- Co ty robisz ? - krzyknęłam w jego kierunku.
- Zabije cie sku*wielu - powiedział rzucając się na Marcina.
Natomiast on jednym zamachem ręki uderzył Dawidem o chodnik.
- Dawid... - wyszeptałam podchodząc do niego odpychając przy tym Marcina.
- Kochanie, już dobrze - szepnął Dawid wyszukując mojej dłoni, by wstać.
- Chodźmy do domu - szepnęłam do szatyna ściskając jego rękę, gdy ten ponownie chciał podejść do Marcina.
Dobrze wiedziałam, że Marcin zrobi wszystko by mnie zniszczyć.I znalazł mój słaby punkt - szatyn o niebieskich oczach.
- Chodźmy bo zaczynają wychodzić ze szkoły. - prosiłam Dawida.
- No dobrze. - przytaknął obejmując mnie w pasie.
Szliśmy przez park w milczeniu. Oboje myśleliśmy co będzie dalej, czy Marcin już nigdy nie odpuści ?
- Usiądziemy ?- zapytał wskazując na ławkę . Wtedy w mojej torbie rozległ się dźwięk nadchodzącego sms-a. Spojrzałam w niebieskie oczy Dawida, które w tym momencie wyglądały ponuro.
" Nigdy o Tobie nie zapomnę..." - przeczytałam na głos.
- Obiecuje, że nie dam cie skrzywdzić - wyszeptałam wstając z ławki po czym dodałam :
- Poradzę Sobie z nim sama.
- Nie pozwolę Ci - krzyknął łapiąc mnie za nadgarstek.
- Przyjdę wieczorem. - odpowiedziałam uwalniając się z uścisku,gdy byłam już dość daleko wyciągnęłam telefon z torby i napisałam sms-a do Marcina.
" Stare bloki. Tam gdzie się poznaliśmy. Za 10 minut. " - wystukałam na klawiaturze telefonu.
Po paru minutach byłam już na miejscu. Usiadłam na huśtawce przypominając sobie jak to było 9 lat temu.
Gdzieś w oddali zobaczyłam tą samą małą dziewczynkę , która biegała z łopatką i grabkami w rękach. Miała dwa długie czarne warkoczyki i granatową sukienkę w kropki. Pomiędzy blokami siedzieli na ławkach dresiarze. W oknach wychylały się zmartwione matki - tylko nie moja. Nigdy nie miałam jej to za złe w końcu pracowała na to żebym miała wszystko czego pragnęłam, lecz owszem brakowało mi matczynego pocałunku na dobranoc, czy po prostu krótkiej bajki przed snem.
Moje rozmyślania rozwiał czyjś dotyk na plecach. Odwróciłam się i momentalnie odskoczyłam.
- Nie dotykaj mnie.- powiedziałam w kierunku Marcina. Ten natomiast spojrzał na mnie pytająco.
- Chciałam się spotkać owszem, ale nie po to by wrócić tylko to po by...się pożegnać. Ty odchodziłeś tyle razy i za każdym razem wracałeś. Ja odejdę, ale już nie wrócę i jeśli na prawdę chcesz żebym była szczęśliwa to nie zatrzymuj mnie.- wyszeptałam. Dość długo stałam jeszcze wpatrując się w jego czekoladowe oczy.
- Żegnaj - szepnęłam wciskając mu do ręki bransoletkę, którą dostałam od niego 9 lat temu i odeszłam...