poniedziałek, 25 lipca 2011

Rozdział XXIV

Rozdział XXIV

Następnego dnia rano obudził mnie głos Dawida, informujący o śniadaniu.
- Wszystkiego najlepszego kochanie - powiedział, po czym lekko musnął moje usta.
- Dziękuje - odpowiedziałam, odbierając od niego tacę ze śniadaniem. 
Na talerzu znajdowały się naleśniki z dżemem i pomarańczowy sok.
Po chwili do pokoju weszła babcia z bukietem róż. Oboje zaśpiewali mi sto lat, a wtedy drzwi do ponownie otworzyły się. U progu zobaczyłam znajomą mi parę osób. To byli rodzice. Nie mogłam w to uwierzyć. Momentalnie wyleciałam z łóżka i rzuciłam się im na szyje.
- Wróciliśmy - powiedzieli oboje wręczając mi małe pudełeczko. 
Stałam jak wryta nie dowierzając, że są obok mnie. Patrzyłam na łzy, które spadały po policzku mamy , lecz chwile potem i tata zaczął płakać. 
- No otwórz - powiedział przez łzy wskazując na pudełeczko. 
Gdy otworzyłam pudełko ujrzałam w nim klucze. Te same klucze co 9 lat temu. Wspomnienia wróciły.
- Czy...? - zapytałam.
- Tak kupiliśmy to mieszkanie dla Ciebie. Jest odremontowane. Możesz się tam wprowadzić.- powiedziała mama.
Popatrzałam się na szatyna, a ten podszedł do mnie splatając nasze dłonie.
- Kiedy ? - ponownie zapytałam.
- Masz już spakowane ubrania - powiedział Dawid. 
- Ty wiedziałeś ? 
- To on sprowadził tu rodziców.-usłyszałam głos babci.
- Dziękuje - powiedziałam całując go w policzek.
- Chodźmy. Zabierzcie walizki i pojedziemy zobaczyć mieszkanie. - powiedział tata.
- Poczekajcie na mnie tylko się ubiorę. - krzyknęłam lecąc do garderoby. 
Po paru minutach siedziałam już w aucie, które było zapakowane bo same brzegi. Gdy weszliśmy do mieszkania zamurowało mnie. Przedpokój był koloru beżowego znajdowało się w nim duże lustro i szafka na buty. Następnie weszłam do kuchni,salonu, łazienki, garderoby i sypialni. Nic nic nie wyglądało tu tak samo.
- Podoba Ci się kochanie ? - zapytał Dawid.
- Tak - szepnęłam z niedowierzaniem. 
Po paru godzinach wyszli rodzice, a razem z nimi Dawid. Sama też postanowiłam, że wyjdę odwiedzę starych znajomych. Wychodząc z bloku spotkałam Marcina. Przyspieszyłam kroku, lecz po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Zostaw - krzyknęłam po czym dodałam.
- Idź Sobie do Malwiny w końcu to ona teraz jest ważniejsza. Ta bransoletka była najważniejszym prezentem w moim życiu, a ty tak po prostu dałeś ją innej. 
- Ale ja...
Przerwałam mu uwalniając się z uścisku. Zaczęłam biec z całych sił. Wbiegłam w tłum ludzi, którzy znajdowali się w centrum.Między nimi czułam się bezpieczna nie wiedząc czemu. Po paru minutach tłum rozszedł się, a ja znowu zostałam sama. 
- Czas wrócić do domu - pomyślałam zmierzając w kierunku osiedla.
- Emi - usłyszałam znajomy głos ,gdy chciałam wejść mieszkania.Odwróciłam się i zobaczyłam Mateusza.
( Mateusz to mój dawny kumpel,gdy wyprowadziliśmy się straciłam z nim kontakt. )
- Młody - krzyknęłam rzucając mu się na szyje. Po pewnym czasie usiedliśmy na schodach przed blokiem i zaczęliśmy rozmawiać.
- Jak by coś to wpadnij. - uśmiechnął się kusząco, a potem pocałował mnie w policzek.
- No daleko nie mam - zaśmiałam się wskazując na drzwi, które znajdowały się na przeciwko moich, i weszłam do mieszkania. Usiadałam przy biurku i zaczęłam odrabiać lekcje, lecz czynność tą przerwał mi dźwięk dzwonka do drzwi. Otwierając je ujrzałam Mateusza.Stał z wielkim misiem i różą.
- Wszystkiego najlepszego. - powiedział.
- Dziękuje - odpowiedziałam próbując go przytulić, lecz wielkość misia nie pozwalała mi na to.
Cicho zachichotaliśmy oboje po czym weszliśmy do mieszkania. Usiedliśmy w kuchni i przy kubku herbaty odrobiliśmy moje lekcje. 
- Dziękuje za wszystko - powiedziałam odprowadzając go w kierunku drzwi.
- Przyjdę jutro po Ciebie mała - uśmiechnął się i zaczął powoli naciskać klamkę.
- Ale ty przecież nie chodzisz do nas do szkoły. 
- Ty chyba słuchać i czytać nie umiesz. Chodzimy razem co klasy. - zaśmiał się. 
- Ta ? Yyy no wiesz...takie ciacha mamy w klasie, że odlatuje w czasie lekcji.
- No ja wiem, że mamy, ale numer jeden stoi przed Tobą - po tych słowach oboje zaczęliśmy się śmiać. 
- Idź już ciacho do domu - pospieszyłam go, a ten otworzył drzwi. Pocałował mnie jeszcze w policzek na pożegnanie i wyszedł. 
Zaraz po tym, gdy drzwi od mieszkania zamknęły się za Mateuszem poszłam wziąć długą kąpiel, a następnie położyłam się z nadzieją, że zasnę , lecz nadaremnie. Po paru minutach leżenia usłyszałam dźwięk nadchodzącego sms-a.
" Czekam na ławce przed blokiem proszę przyjdź. " - przeczytałam w myśli.
Momentalnie zerwałam się z łóżka założyłam na siebie ciemne rurki, bluzę i wyszłam. Na ławce zobaczyłam Marcina. Bawił się bransoletką, którą poznałabym wszędzie. Nie było już odwrotu trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Usiadłam obok niego milcząc. 
- Nie wiem dlaczego dałem jej tą bransoletkę. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - szeptał patrząc się w ziemie.  Wtedy po moim policzku poleciała łza. Chciał przytulić mnie do Siebie, lecz odepchnęłam go. 
- Przepraszam nie chciałam.- powiedziałam wtulając się w jego ramiona. 






nie wiem czy dobrze zrobiłam pisząc , aż taki długi rozdział.
nie wiem czy dobrze zrobiłam, że Emilia wybaczyła Marcinowi. 
pozostawiam to już waszej ocenie : )
klikamy podoba mi się :**

7 komentarzy:

  1. genialne jak zawsze ;]
    bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały ♥
    W końcu się pogodzili ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. ej, swietne :*

    // crazydream

    OdpowiedzUsuń
  5. dooobrze , że się pogodzili :>
    świetnie piszesz <3
    uwielbiam ją , bo też mam tak na imię xd

    OdpowiedzUsuń